IV Niedziela Zwykła (rok A), data 1.02.2026 – komentarz do Ewangelii
Czego pragniesz?
● Rozważa: ks. Krzysztof Lampart ●
IV Niedziela Zwykła, rok A (1.02.2026)
Ewangelia: Mt 5, 1-12a ●
Okres świąt Bożego Narodzenia i obchodów Nowego Roku przeminął. Był to czas spotkań z najbliższymi i przyjaciółmi, którym składaliśmy życzenia. Wśród nich najpopularniejsze to życzenia zdrowia („zdrowie jest najważniejsze”), pieniędzy, sukcesów, dobrej pracy, a dla wchodzących w dorosłość dobrego chłopaka/dziewczyny. Życzenia te wyrażają to, czego pragniemy, co sami chcielibyśmy mieć. Czy takie życzenia złożyłby nam Pan Jezus?
Ewangelista Mateusz najważniejsze moralne wskazania Jezusa zawarł w Jego „Kazaniu na Górze”. Wstępem do tej mowy, a zarazem jej streszczeniem, jest Osiem Błogosławieństw. Jezus nazywa błogosławionymi – a więc szczęściarzami – tych, którzy są ubodzy w duchu, smutnych, cichych, cierpiących niesprawiedliwości, miłosiernych, czystego serca, prześladowanych. Wydaje się, że niewielu z nas pragnęłoby właśnie tego, a Jezus chyba tego nam dzisiaj życzy.
Czy zatem chrześcijanin to człowiek, który jest chłopcem do bicia, biedakiem, zupełnie niedbającym o siebie filantropem? Rzeczywiście, jak opisują to Dzieje Apostolskie, pierwsi chrześcijanie sprzedawali swoje majątki i oddawali je na rzecz całej wspólnoty. Jednak już święty Paweł nakazuje Tesaloniczanom pracować i jeść swój własny chleb. Posiadanie własnych rzeczy, majątku nie jest czymś złym, Kościół sprzeciwia się idei komunizmu. Słowa Jezusa z początku Kazania na Górze można rozumieć jako wskazówki mające dać prawdziwe szczęście w życiu.
Jezus mówi, że będziesz szczęśliwy, błogosławiony, jeśli będziesz wewnętrznie wolny od przywiązania do dóbr materialnych, do dobrego samopoczucia, do postawienia zawsze na swoim zdaniu. Będziesz szczęśliwy, jeśli będziesz umiał przebaczyć, jeśli nie będziesz zawsze myślał o sobie, jeśli twoje serce będzie wolne i jeśli będziesz umiał ofiarować swoje zdrowie i życie dla drugiego człowieka i dla Boga. Posiadanie majątku, dbanie o siebie, posiadanie dobrej samooceny i dobrego samopoczucia nie jest niczym złym, ale gdy te rzeczy stają się najważniejsze, ważniejsze od Boga i Jego woli, wtedy mogą zniewolić serce człowieka i ostatecznie zabrać mu szczęście, to głębokie i prawdziwe.
Dzisiejsza Ewangelia ma skłonić nas do zadania sobie pytania: „Czego pragnę?”, „Za czym w swoim życiu gonię?”. Może przy okazji kolejnych świąt moje życzenia będą już brzmiały inaczej?
————–
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył usta i nauczał ich tymi słowami:
«Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.
Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.
Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.
Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.
Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.
Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni jesteście, gdy wam urągają i prześladują was i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe o was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie».
III Niedziela zwykła, rok A, 25.01.2026 r. – komentarz do Ewangelii
Jakoś + Jezus = JAKOŚĆ
● Rozważa: ks. Dominik Sobczyk ●
III Niedziela zwykła, rok A (25.01.2026 r.)
Ewangelia: Mt 4,12-23 ●
Pozwólmy przemieniać Jezusowi „jakoś” naszego życia w „jakość” chrześcijańskiego przeżywania codzienności.
Zdarza się, że podczas rozmowy obejmującej planowanie przyszłości dodajemy zdanie „jakoś to będzie”. Gdyby się zastanowić, co ono wyraża, to można dojść do wniosku, że chodzi tu o jakiś niezdefiniowany realizm – coś będzie… ale co? Kto to wie… Niemniej bez względu na to, co się wydarzy, ważne, byśmy zawsze pozwalali przemieniać Jezusowi „jakoś” naszego życia w „jakość” chrześcijańskiego przeżywania codzienności. Tylko Jezus może wejść i pozmieniać w nas to, co jest szare, ponure, pozbawione nadziei i sensu na barwne, radosne, wypełnione nadzieją i sensowne życie. Taka sytuacja bardzo dobrze została opisana w niedzielnej Ewangelii.
Galilea, pogranicze ziem należących do pokoleń Zabulona i Neftalego. Teren Zajordania na drodze ku morzu (Iz 8,23b; Mt 4,15), Kraina pozbawiona większego znaczenia. W przeszłości spowita wieloma działaniami wojennymi i najazdami wojsk asyryjskich, greckich, rzymskich. W porównaniu do Judei tętniącej życiem – zwłaszcza religijnym – na ówczesnych terytoriach północno-wschodniej Palestyny raczej mało się dzieje. Jest przeciętnie. Rybacy idą do pracy. Niemalże ten sam co zawsze gwar miasta, przekrzykiwanie się przekupniów. Tu czy tam leży jakiś biedak, ktoś w oddali wyje z bólu dotknięty chorobą. Zwykła, szara codzienność. Jakoś tam sobie jest. Jednakże Pan Bóg przez proroka Izajasza zapowiada, że już nie będzie „jakoś”, ale na tych terenach nastanie „jakość” zaprezentowana jako światłość dla mieszkańców krainy pozostającej w jakimś cieniu przez pokolenia (Iz 9,1; Mt 4,16).
Obietnica zostaje spełniona. Z perspektywy krainy Judzkiej: na tej nieciekawej ziemi galilejskiej coś się zaczyna dziać. Ludzie są poruszeni nauką głoszoną w taki sposób, jakiego nikt nigdy dotąd nie słyszał. Chorzy stają się zdrowi. Życie miast coraz częściej zdaje się zmieniać punkt odniesienia. Na terenach północno-wschodnich dochodzi do jakościowej zmiany, którą wprowadza nie kto inny, jak Jezus Chrystus. Zbawiciel z Nazaretu głosi naukę z wielką mocą, potwierdza ją niezwykłymi cudami licznych uzdrowień (Mt 4,23), wlewa nadzieję w serca tych, którzy ją porzucili na dobre, nadaje sens niejednemu życiu ludzkiemu (np. poprzez powołanie do wyjątkowej służby, por. Mt 4,18-22). Widać jak na dłoni, że ta nijaka ludzka egzystencja pod wpływem działania Jezusa ulega diametralnej zmianie, pod wpływem wzywania do nawrócenia nabiera nowej jakości – jakości rosnącej i rozwijającej się wiary.
Popatrzmy teraz na swoje życie. Zastanówmy się szczerze, ile jest w nim odcieni szarości, jak rutyna codzienności może prowadzić z solidnej jakości życia społecznego, moralnego, duchowego, w jakoś bezrefleksyjnej egzystencji. Możemy nieraz być tłamszeni przez marazm bezsensu czy bezcelowość działań. Wobec tego potrzebujemy impulsu! Potrzebujemy Ducha, którego jest nam w stanie dać Jezus Chrystus. Potrzebujemy zachwycić się Jego nauką, uwierzyć, że nadal jest w stanie dokonywać rzeczy niezwykłych w życiu człowieka, uświadomić sobie sens istnienia dla Boga, dla rodziny, dla Ojczyzny, dla drugiego człowieka. Potrzebujemy nieustannie wejścia w nową jakość wiary, którą oferuje nam Jezus Chrystus, podobnie jak otworzył na nią mieszkańców galilejskiej krainy.
Nową jakość życia wiary Chrystus może w nas uczynić poprzez swoje słowo. Ono ma realną moc dokonywać cudów, objaśniać rzeczywistość, nadawać sens wszystkiemu, co się wokoło dzieje, a przede wszystkim wieść nas w stronę życia wiecznego. Niech przeżywana III niedziela zwykła, którą od 2019 r. określamy Niedzielą Słowa Bożego, skłoni nasze serca do rozważania i życia treścią świętych Pism. Niech „jakoś” naszego bycia w zetknięciu z Osobą Wcielonego Słowa kształtuje w nas solidną „jakość” chrześcijańskiego życia.
————–
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu ziem Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: «Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego, na drodze ku morzu, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło».
Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: «Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie».
Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, Jezus ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi». Oni natychmiast, zostawiwszy sieci, poszli za Nim.
A idąc stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci: Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim.
I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu.
Druga Niedziela Zwykła, rok A, 18.01.2026 r. – komentarz do Ewangelii
Poświęćmy więcej uwagi adorowaniu Jezusa
● Rozważa: ks. Jakub Dzierżak ●
Druga Niedziela Zwykła, rok A (18.01.2026 r.)
Ewangelia: J 1,29–34 ●
„Coraz częściej myślę, że istotą kryzysu, w jakim tkwi nasz świat, a wraz z nim Kościół, jest dotkliwy brak Jana Chrzciciela. On potrafił wskazać na Chrystusa i określić właściwie Jego tożsamość” – pisze ks. Robert Skrzypczak. Bo tak naprawdę wszystko opiera się na Nim, czyli na Chrystusie.
Wydarzenie, o którym opowiada nam święty Jan Ewangelista, jest niezwykłe. Nad Jordanem spotykają się dwaj krewni. Czy było to pierwsze spotkanie po tym, jak matki noszące ich pod sercem spotkały się w Ain-Karim, trzydzieści lat wcześniej? Czy jako dzieci, nastolatkowie lub młodzi dorośli mieli okazję się ze sobą bawić i rozmawiać na mniej lub bardziej poważne tematy? Nie wiemy: Jezus jeszcze jako małe dziecko wyruszył z Maryją i Józefem na północ, do Nazaretu; Jan Chrzciciel natomiast wychowywał się na południu, w pobliżu Pustyni Judzkiej. W każdym razie z pewnością Jan nie znał swojego kuzyna tak, jak stało się to później, ponieważ takie poznanie może dać tylko Bóg.
„Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata”. Słyszymy to w czasie każdej Mszy świętej, zaraz przed przyjęciem Jezusa Eucharystycznego. Pewnie nie zastanawiamy się wtedy, co to właściwie znaczy, tymczasem to zdanie jest Ewangelią w pigułce: ten człowiek, który właśnie przyszedł nad Jordan, jest Bożym Barankiem. Chociaż nie jesteśmy na sto procent pewni, co to wyrażenie oznacza, to jedno wiemy na pewno: to właśnie Jego wybrał Bóg, aby usunął ludzkie grzechy, biorąc je na siebie. Dopiero na Golgocie słowa te stały się jasne – Jezus przybił moje grzechy razem ze sobą do krzyża. On zrobił wszystko, co było trzeba, abym nie musiał tego grzechu trzymać w sobie i z nim umierać.
Chrzest wodą, którego udzielał Jan, miał przede wszystkim taki cel: doprowadzić do spotkania ludzi ze Zbawicielem, z Mesjaszem. Ludziom wydawało się, że Jan jest ważniejszy, bo to on jako pierwszy pojawił się nad Jordanem. Chrzciciel jednak wyjaśnił, że tak naprawdę pierwszy jest Chrystus, bo istniał już wcześniej. Niedawno, w Boże Narodzenie, słyszeliśmy te słowa: „Na początku było Słowo… a Słowo stało się ciałem”. Jezus jest pierwszy, Jezus jest większy. Jan udzielał chrztu wodą dla nawrócenia i przygotowania się na spotkanie ze Zbawicielem, natomiast ten Zbawiciel chrzci Duchem Świętym. To oznacza, że przed każdym człowiekiem, który przyjmie taki chrzest i nawiąże kontakt z Boskim Duchem, otworzą się niewyobrażalne boskie zasoby duchowe, wśród nich: nieskończona miłość Boga Ojca, dostępna zawsze, dodająca sił i przebaczająca grzechy, a także rozwój człowieka, którego nie zapewni żaden trening personalny. To po prostu inny poziom życia.
W pierwszym czytaniu prorok Izajasz w słowach: „Ty jesteś sługą moim, Izraelu, w tobie się rozsławię”, chce nam powiedzieć, że Chrystus, który wypełnił zadanie tego sługi, ukazuje nam, jak piękny jest Bóg. Dzięki Niemu wszystkie narody mogą przyjść do Boga i stać się błogosławione. To zadanie spoczywało na Narodzie Wybranym, Izraelu. Jednak on w tamtych czasach sam nie potrafił znaleźć własnej drogi do Boga. Jezus wziął to zadanie na siebie. Jak zauważa jeden z komentatorów, „Bóg nie przeciwstawia się arogancji i uciskowi świata większą arogancją i większym uciskiem. Przychodzi raczej z pokorą, wrażliwością i bezsilnością dziecka. Frustracja i poczucie bezsensowności, tak dobrze znane każdemu, kto żyje w ciele, były częścią ciężaru, który przyszło mu dźwigać”.
Gdy przeczytamy fragment Pierwszego Listu świętego Pawła do Koryntian – nasze drugie czytanie – zobaczymy, że w dwóch zdaniach imię „Jezus Chrystus” pojawia się aż cztery razy. Jezus jest w centrum. On jest Zbawicielem. Bez Niego nic nie ma sensu, również moje własne życie.
To, co napisałem powyżej, może i pięknie brzmi, ale możemy się zapytać, co to wnosi do naszego życia dzisiaj. Czy nie są to kolejne wzruszające i barwne teologicznie opowiadania o Zbawicielu, który przyszedł na świat dwa tysiące lat temu, ale które niekoniecznie cokolwiek zmieniają w moim obecnym stanie fizycznym, psychicznym czy ekonomicznym?
Jak zauważa ks. Robert Skrzypczak:
„przyszło nam żyć w krainie ślepców, w której nikt Go już nie dostrzega i nie adoruje. Gorzej, do tego stanu powoli się przyzwyczajamy. Odkąd przyszła moda na kawę bez kofeiny, mleko bez mleka i czekoladę bez cukru, a w dodatku globaliści obiecują nam czerwone mięso z glonów, nietrudno wyobrazić sobie chrześcijaństwo bez Chrystusa. Skąd wzięła się ta fobia? Najpierw Luter odseparował Chrystusa od struktur kościelnych, potem oświecenie narzuciło wizję Boga bez Syna, obojętnego, nieinteresującego się losem człowieka. Następnie przyszli marksiści i usunęli Boga, a w Jego miejsce wstawili człowieka. W końcu postnowoczesność pogardziła samym człowiekiem niemającym ani podstaw, ani celu. Beznadziejny egocentryzm stał się nowym duchowym klimatem świata zachodniego. Tymczasem (…) zbyt wielu ludzi żyje w dobrobycie bez radości. Pod stertą rachunków za prąd, za gaz, za telefon obawiają się pewnego dnia znaleźć rachunek za usługę pogrzebową”.
Coraz więcej spraw nas przytłacza i nie mamy już siły. Zapomnieliśmy, że mamy potężnego Boga, Stwórcę świata i naszego Zbawiciela, tak bardzo nam bliskiego. Dlaczego serial „The Chosen” (do którego oglądania serdecznie zachęcam) od samego początku cieszył się tak wielką popularnością? Ponieważ, moim zdaniem, w piękny sposób przedstawia Jezusa: kochającego Boga o ludzkiej twarzy. I właśnie za tym Chrystusem ludzie tak bardzo tęsknią.
Może warto, abyśmy od dzisiaj – w swoim życiu osobistym, ale też w parafiach, dekanatach, diecezjach – poświęcili więcej uwagi adorowaniu Jezusa obecnego w Eucharystii, modlitwie w ciszy, dobrej spowiedzi i wspólnie przeżywanej liturgii? Może w tym codziennym hałasie telefonów, klaksonów i wzajemnych krzyków, gdzieś nieśmiało i delikatnie próbuje się przebić głos: „To Ja jestem, nie bójcie się”?
Jezu, tak bardzo chcę uwierzyć, że Ty nadajesz mojemu życiu sens. Ty jesteś wszystkim. Bez Ciebie przestaję istnieć. Niech Twoja miłość, dzięki Duchowi Świętemu, rozleje się w moim sercu. Nadaj sens temu, co przeżywam.
Słowa Ewangelii według Świętego Jana
Jan zobaczył podchodzącego ku niemu Jezusa i rzekł: «Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: „Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie”. Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi».
Jan dał takie świadectwo: «Ujrzałem ducha, który zstępował z nieba jak gołębica i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: „Ten, nad którym ujrzysz ducha zstępującego i spoczywającego na Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym”. Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym».
Niedziela Chrztu Pańskiego (A), 11.01.2026 – komentarz do Ewangelii
Miejsce grzechu staje się miejscem zbawienia!
● Rozważa: ks. Marcin Murawski ●
Niedziela Chrztu Pańskiego, rok A (11.01.2026)
Ewangelia: Mt 3,13-17 ●
Boże Narodzenie jest najkrótszym spośród okresów roku liturgicznego. Jest to jednak bardzo obfity czas, kiedy kontemplujemy tajemnicę Wcielenia Syna Bożego oraz Jego Objawienia się światu. W ostatnią niedzielę tego czasu wpatrujemy się w wydarzenia nad rzeką Jordan, kiedy Jezus przyjmuje chrzest.
To tam Jan Chrzciciel, prorok mocny w słowie i czynie, głosił bliskie nadejście zapowiadanego Mesjasza. Wzywał do pokuty i nawrócenia, jak również chrzcił. Nie był to jednak chrzest w tym znaczeniu, jakie znamy dzisiaj. Chrzest Jana – czyli polanie wodą – było zewnętrznym znakiem rozpoczęcia drogi powrotu na Boże ścieżki. Czymś podobnym w dzisiejszych czasach jest posypanie głów popiołem, odbywające się w Środę Popielcową. Chrzest Jana nie dokonywał zmiany we wnętrzu człowieka, był tylko zachętą do poprawy swojego życia, do zmiany czynów – po prostu do nawrócenia.
Już sama rzeka Jordan ma niezwykłe znaczenie, szczególnie istotne w kontekście dzisiejszego święta. Jako miejsce, gdzie ludzie wyznawali swoje grzechy, niejako „niosła w sobie ludzie grzechy i słabości”. Znamy ją także z takich wydarzeń Starego Testamentu, jak wejście Izraelitów do Ziemi Obiecanej (kiedy to wody się rozstąpiły – niemalże jak Morze Czerwone) czy z historii Naamana – dowódcy wojsk aramejskich. Wtedy to choremu na trąd generałowi prorok Elizeusz kazał się zanurzyć siedem razy w rzece, aby zostać uwolnionym od trądu. Naaman wypowiada ciekawe słowa: „Czyż Abana i Parpar, rzeki Damaszku, nie są lepsze od wszystkich wód Izraela? Czyż nie mogłem się w nich wykąpać i być oczyszczonym?”. Widać tutaj, że Jordan nie był uznawany za zbyt czystą rzekę. Był wręcz symbolem śmierci, podobną symbolikę miała generalnie sama „woda”.
A jednak Jezus zanurzył się właśnie w tej rzece. Pokazał, że jako Bóg zjednoczył się z każdym człowiekiem, wziął na siebie wszystkie nasze grzechy, aby je zanieść na krzyż. I tutaj wracamy do tego chrztu, który jako sakrament przyjął każdy z nas. Właśnie od tego momentu, od momentu polania wodą naszej głowy i wypowiedzenia słów: „Ja Ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”, mamy udział w tym dziele zbawienia. Zostaliśmy uwolnieni od grzechu i rozpoczęło się w nas nowe życie. Bóg, ten, o którym słyszymy, że jest miłością, chce się z nami tą miłością i dobrocią dzielić. Chce nas obdarowywać. A każdy grzech, każda nasza słabość – może stać się szansą. Miejscem działania Boga i objawienia się Jego mocy! Zapraszajmy Go w nasze życie! Bo o każdym z nas Bóg mówi z wielką zażyłością: „Ty jesteś moim ukochanym dzieckiem, w Tobie mam upodobanie”. Bóg do każdego z nas z osobna mówi: „Kocham Cię – chcę być zawsze blisko Ciebie!”.
Jako ochrzczeni mamy również misję: żyć Ewangelią i dzielić się Nią z wszystkimi ludźmi. W ten sposób najpełniej okażemy się synami i córkami Boga. Być uczniami – misjonarzami. Być chrześcijanami!
————–
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Jezus przyszedł z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć od niego chrzest. Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc: «To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?»
Jezus mu odpowiedział: «Ustąp teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe». Wtedy Mu ustąpił.
A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły się nad Nim niebiosa i ujrzał ducha Bożego zstępującego jak gołębica i przychodzącego nad Niego. A oto głos z nieba mówił: «Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie».
Druga Niedziela po Narodzeniu Pańskim (rok A), data 4.01.2026 – komentarz do Ewangelii
Co to znaczy kochać?
● Rozważa: ks. Krzysztof Lampart ●
Druga Niedziela po Narodzeniu Pańskim, rok A (4.01.2026)
Ewangelia: J 1, 1-18 ●
W okresie Bożego Narodzenia w Liturgii Kościół kilkukrotnie daje nam do rozważenia Prolog Ewangelii wg św. Jana. Jest to tekst naszpikowany terminologią filozoficzną i teologiczną. Wydawać by się mogło, że wielokrotne przytoczenie tego fragmentu może być męczące dla przeciętnego uczestnika Mszy Świętej. Jednak prawda, którą niesie ten tekst, jest tak ważna, że wierzący musi wiele razy zmierzyć się z jego znaczeniem.
Jezus otrzymuje od Ewangelisty dwa imiona: „Słowo” i „Światłość”. Z jednej strony są to terminy odwołujące się do filozofii greckiej, według której początkiem wszystkich rzeczy jest Absolut, Przyczyna bez przyczyny. „Słowo”, czyli po grecku „Logos”, jest pośrednikiem pomiędzy owym Absolutem i światem. W każdym bycie można dostrzec rozumność, logiczność, prawa nim rządzące. Wszystko podlega Słowu. Z drugiej strony Jan jako Żyd znał pisma Starego Testamentu i wiedział, że Bóg stwarzał, mówiąc. I to Słowo, przez które wszystko się stało, choć pozostające w relacji do Boga, „Bogiem było”. Jan wyraźnie stwierdza, że Bóg jest jeden, ale są w Nim jakieś wewnętrzne relacje.
Jezus jest też Światłością, która ma moc oświecić człowieka, jego mały rozum. Tę moc czerpie właśnie stąd, że jest Słowem Boga Ojca, że jest „jednorodzonym Synem Boga”, że Go zna. Być zjednoczonym, trwać w relacji miłości można tylko z tym, kogo się zna. Boski Syn kocha Boga Ojca, bo jest Jego Słowem, bo przenika Go.
Zatem dzisiejsza Ewangelia odsłania przed nami rąbek niezmierzonej tajemnicy Boga, ale także prawdy na temat relacji. Jeśli chcemy stworzyć z drugim człowiekiem prawdziwą relację miłości, musimy go poznać i musimy się przed nim otworzyć, powierzyć mu prawdę o sobie. Chrystus pokazał nam sobą Ojca i objawił nam życie, które w nim jest. On chce nas oświecić, byśmy zechcieli także w tym życiu uczestniczyć.
Słowa Ewangelii według Świętego Jana
Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, z tego, co się stało.
W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła.
Pojawił się człowiek posłany przez Boga – Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz został posłany, aby zaświadczyć o światłości.
Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi.
Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili.
A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy.
Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: «Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie».
Z Jego pełności wszyscy otrzymaliśmy – łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało dane za pośrednictwem Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa.
Boga nikt nigdy nie widział; ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył.
Niedziela Świętej Rodziny Jezusa, Maryi i Józefa, rok A, 28.12.2025 r. – komentarz do Ewangelii
Silny ojciec – bezpieczna rodzina
● Rozważa: ks. Dominik Sobczyk ●
Niedziela Świętej Rodziny Jezusa, Maryi i Józefa, rok A
(28.12.2025 r.)
Ewangelia: Mt 2,13-15.19-23 ●
Bezpieczeństwo rodziny w dużej mierze uwarunkowane jest silnym mężczyzną – mężem i ojcem, którego umocnieniem jest Bóg, a gwarancją szczęścia – posłuszeństwo Stwórcy.
Z niepokojem przyglądamy się rosnącemu kryzysowi więzi rodzinnych. Zatrważa niestabilność związków małżeńskich, coraz większa niedojrzałość małżonków połączona z niezdolnością do życia z sobą na dobre i na złe, galopujący egocentryzm, „miłość” tylko deklaratywna, dopóki wszystko jest w porządku, deficyt solidnego wychowania dzieci opartego na wartościach chrześcijańskich i patriotycznych, brak szacunku dzieci wobec rodziców już od najmłodszych lat, kompletna samowola najmłodszych użytkowników Internetu, itd. Wydaje się, że to wszystko zmierza ku realnemu upadkowi i nie ma na to recepty. A jednak z Bożą pomocą z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Potwierdzenie tego znajdziemy w opisie Ewangelii z Niedzieli Świętej Rodziny Jezusa, Maryi i Józefa (rok A).
Widzimy, że św. Józef staje przed kolejnymi bardzo trudnymi wyzwaniami. Imponująca jest jego postawa jako głowy rodziny. On odważnie staje wobec problemu, nie zachowuje się jak osoba z syndromem Piotrusia Pana, która raz po raz unika odpowiedzialności i zmierzenia się z życiową trudnością. Józef ma świadomość, że jest mężczyzną, który musi zapewnić opiekę i bezpieczeństwo Maryi oraz Jezusowi. Wielka dojrzałość św. Józefa objawia się w absolutnym posłuszeństwie i zaufaniu Bożemu planowi, który choć w pierwszej chwili może przerastać, to jednak, jeśli jest zrealizowany, prowadzi do skutecznego wychodzenia z opresji. Ciekawe jest to, że Przeczysty Opiekun Pana Jezusa wykonuje polecenie Pana Boga… bez ani jednego słowa komentarza, bez cienia wątpliwości w powodzenie Bożego zrządzenia (Mt 2,13-14). W ten sposób nie tylko przyjmuje słowo Boże, nie tylko bierze w opiekę Słowo, które stało się ciałem (J 1,14), ale także przyczynia się efektywnie do realizacji historii zbawienia (Mt 2,15).
Niekiedy jako wyznacznik przy ocenie, czy o którymś z panów można powiedzieć, że jest prawdziwym mężczyzną, używa się kategorii sprawczości. To znaczy, im więcej dany mężczyzna potrafi, im skuteczniej podejmuje różnego rodzaju działania, zmierzające do poprawy sytuacji życiowej, tym bardziej zdecydowanie możemy przyznać, że mamy do czynienia z prawdziwym mężczyzną. Taki model „działania bez gadania” zauważamy w życiu Józefa z Nazaretu. Dzięki temu, że pozostaje on milczący, może prędzej usłyszeć głos Bożego wezwania. Wyciszone i uporządkowane serce św. Józefa zasadniczo sprzyja odbieraniu Bożych wiadomości od anielskich posłańców oraz podejmowaniu stanowczych kroków w celu rozwiązania problematycznej sytuacji z niezawodną niebiańską asystencją.
Ten niedzielny fragment Mateuszowej narracji przedstawia nam przykład prawdziwego mężczyzny, wzór męskości dla panów. Jeżeli mężczyzna ma świadomość, że to Bóg jest najpotężniejszy, jest Panem panów i Królem królów, że nic ani nikt nie może się z nim równać, to jest to pierwszy bardzo poważny krok do zapewnienia rodzinnego szczęścia swojej rodzinie. Co więcej, jeżeli mężczyzna wybiera wewnętrzną ciszę i skupienie, aby – na wzór św. Józefa – słuchać Bożego słowa, podejmować nad nim refleksje i wprowadzać je w życie, to jest na dobrej drodze znajdowania rozwiązania wielu życiowych problemów, także rodzinnych. Może gdyby większość mężczyzn XXI wieku poszukiwała wzorca męskości w św. Józefie, nie byłoby tylu i takich problemów wymienionych w pierwszym akapicie tego komentarza?
Wobec powyższego św. Józef jawi się jako wspaniały patron mężczyzn, mężów i ojców. Oczywiście to także cudowny wspomożyciel kapłanów, których zadaniem jest – obok sprawowania sakramentów i głoszenia słowa Bożego – sprawowanie duchowej opieki nad powierzonymi sobie ludźmi. Módlmy się za nasze rodziny przez wstawiennictwo świętego Józefa, który choć w Ewangelii nie wypowiedział ani jednego słowa, to jednak w niebie ma naprawdę wiele do powiedzenia.
————–
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Gdy mędrcy się oddalili, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić».
On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka: «Z Egiptu wezwałem Syna mego».
A gdy Herod umarł, oto Józefowi w Egipcie ukazał się Anioł Pański we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i idź do ziemi Izraela, bo już umarli ci, którzy czyhali na życie Dziecięcia».
On więc wstał, wziął Dziecię i Jego Matkę i wrócił do ziemi Izraela. Lecz gdy posłyszał, że w Judei panuje Archelaos w miejsce ojca swego, Heroda, bał się tam iść. Otrzymawszy zaś we śnie nakaz, udał się w okolice Galilei. Przybył do miasta zwanego Nazaret i tam osiadł. Tak miało się spełnić słowo Proroków: «Nazwany będzie Nazarejczykiem».
Czwarta Niedziela Adwentu, rok A, 21.12.2025 r. – komentarz do Ewangelii
Błogosławieni, którzy są głodni miłości, albowiem będą nasyceni
● Rozważa: ks. Jakub Dzierżak ●
Czwarta Niedziela Adwentu, rok A (21.12.2025 r.)
Ewangelia: Mt 1,18–24 ●
Czy jest coś, co w ostatnim czasie wniosło w Twoje życie ogromną radość i za co chcesz uwielbiać Boga całym sercem? Z drugiej strony – może jest w Tobie głód przeżycia takiej miłości i doświadczenia takiego szczęścia, które nasyci do końca? A może masz czasem takie chwile, gdy odczuwasz pustkę lub rozczarowanie ludźmi, otaczającym światem? Takie wieczory lub noce, gdy gasną wszystkie światła, cichnie muzyka, kończą się rozmowy, a Ty zostajesz sam lub sama z bolącym sercem? On czeka na Ciebie z całym ładunkiem miłości i przebaczenia.
Gdy otworzymy Ewangelię według świętego Mateusza, zobaczymy, że pierwsze dwa rozdziały dotyczą pochodzenia Jezusa, okoliczności Jego przyjścia na świat i dzieciństwa. W przekazie Mateusza jest coś niezwykłego. Apostoł ten świetnie nam wyjaśnia, że pojawienie się na ziemi wcielonego Boga nie było przypadkowe. On przez całe wieki przygotowywał ludzi na swoje przyjście. Ponieważ nie jesteśmy Żydami, nie będziemy w stanie w pełni zasmakować szczegółów, z jakimi Mateusz analizuje początki ziemskiego życia Jezusa, ale wystarczy, że wyodrębnimy z Jego dzieciństwa pięć wydarzeń, które Ewangelista odnosi do określonych proroctw ze Starego Testamentu.
Są to: cudowne poczęcie, narodziny w Betlejem, ucieczka do Egiptu, rzeź dzieci betlejemskich oraz zamieszkanie w Nazarecie. Możemy zobaczyć, że już wiele lat wcześniej Bóg pracował nad tym, aby najpierw mały świat żydowski był przygotowany na narodzenie się w nim Zbawiciela, a potem cały świat pogański był gotowy na przyjęcie Ewangelii. Na początku naszego spotkania ze Słowem Bożym czwartej niedzieli Adwentu warto się zachwycić tym, że Bóg z taką pieczołowitością i zaangażowaniem prowadził historię świata, aby w odpowiednim momencie pojawił się w Nim Bóg-Człowiek, Zbawiciel człowieka.
Co jest takiego niezwykłego w przyjściu na świat Jezusa? Chciałbym zwrócić uwagę na słowa anioła skierowane do Józefa: „[Maryja] porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów”. Imię! Jak cudowne jest Jego imię! Z języka hebrajskiego יֵשׁוּעַ (Yeshua) oznacza „zbawienie”. Żydzi całe wieki czekali na przyjście Zbawiciela, ale wielu z nich wyobrażało sobie to w taki sposób, że On będzie politycznym przywódcą, który pokona Rzymian i założy potężne królestwo Izraela. Tu jednak chodzi o coś więcej. Bóg zstąpił na ziemię, aby zaspokoić największą pustkę człowieka – pustkę serca. Kiedy czytamy fragmenty Ewangelii, mówiące o tym, że ludzie przychodzący do Jezusa byli „znękani i porzuceni, jak owce niemające pasterza” (por. Mt 9,36), możemy sobie wyobrazić ciężary w postaci chorób cielesnych, ale przede wszystkim chorób duszy, które oni nosili. Przywódcy religijni ówczesnego judaizmu nie byli w stanie zaradzić w pełni tym potrzebom. Pomyślmy o wszystkich ludziach ówczesnego świata, wyznających wiarę w różnego rodzaju bóstwa, którzy łudzili się, że one przyniosą im upragniony pokój serca. Jaka tęsknota musiała być w tych ludziach, skoro w Dziejach Apostolskich czytamy, z jaką siłą słowo Boże przenikało serca ludzi i jak wielu przyjmowało wiarę w Chrystusa! Bo tylko On może zaspokoić najgłębszą pustkę naszego serca, tylko On może usunąć z naszego serca grzechy, które tak naprawdę są największą tragedią, jaka może nas spotkać – bo choroby mogą skrócić nam życie ziemskie, a grzech może zabrać nam całą wieczność.
Co więcej, Mateusz do imienia Jezus dodaje jeszcze inne, pochodzące z proroctwa Izajasza: Emmanuelעִמָּ֥נוּ אֵֽל – oznaczające dosłownie „Bóg jest z nami”. Możemy tutaj przywołać Ewangelistę Jana, który napisał: „A Słowo stało się ciałem i zamieszkało [lub rozbiło namiot] wśród nas”. To nie jest Bóg daleki – On jest tak bardzo bliski. Nie muszę się bać do Niego przyjść. Dni świąteczne są dobrą okazją, aby dać sobie czas na spotkanie z Nim i raz jeszcze (a może po raz pierwszy) z całkowitym oddaniem i zaufaniem powierzyć Mu to wszystko, co przeżywam. Zmaganie pozostanie, choroby pozostaną, wojny i źli politycy pozostaną, ale On jest ponad tym wszystkim. Daje nam coś o wiele większego i ważniejszego – pokój serca, z którym można wszystko przezwyciężyć, nawet największe ludzkie tragedie.
Zbawienie, które przychodzi wraz z Nim, jest wspaniałe. Aby go doświadczyć, trzeba uznać, że jest we mnie głód prawdziwej i pełnej miłości, której nie może dać żaden człowiek i żadna rzecz na tym świecie. Człowiek nasycony nie będzie potrzebował Boga i nie skorzysta z tych Świąt, może jedynie na chwilę ucieszy się kolorowymi światłami i „magiczną” atmosferą. Ostatecznie jednak pozostanie z pustką swojego serca, której sobie być może jeszcze nie uświadamia albo nie potrafi wytłumaczyć, czym ona tak naprawdę jest. Człowiek głodny może natomiast przeżyć coś nieprawdopodobnego i spotkać się z największą Miłością, jaka istnieje. Życzę Wam takiego doświadczenia w najbliższym tygodniu.
————–
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie.
Gdy powziął tę myśl, oto Anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów». A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: «Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel», to znaczy Bóg z nami.
Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił Anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie.
III niedziela Adwentu (A), 14.12.2025 – komentarz do Ewangelii
Dajmy się zaskoczyć Jezusowi!
● Rozważa: ks. Marcin Murawski ●
III niedziela Adwentu, rok A (14.12.2025)
Ewangelia: Mt 11,2-11 ●
Czas zbliżających się Świąt to dla wielu, zwłaszcza najmłodszych, czas oczekiwania na prezenty. Pewnie niejedno dziecko, pisząc list do świętego Mikołaja, miało na myśli jakieś konkretne podarunki czy zabawki. Nie zawsze jednak dostajemy dokładnie to, co byśmy chcieli. I choćbyśmy nawet dostawali coś lepszego, bardziej adekwatnego dla nas – może pojawić się rozczarowanie lub smutek. To bardzo ludzkie – pomyślmy, czy czasem nie jest tak również z naszym oczekiwaniem na Jezusa?
Adwent, który przeżywamy, przypomina nam o czuwaniu. Budzi w nas postawę ludzi oczekujących, ale jednocześnie radujących się ze spełnienia obietnicy. Z każdym dniem jesteśmy wprowadzani w dynamikę życia ludzi starotestamentalnych oczekujących na przyjście obiecanego Mesjasza. Czekali niesamowicie długo, ponad tysiąc lat. Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam Jana Chrzciciela, który słysząc o osobie i o czynach Jezusa, wysyła uczniów z zapytaniem: „Czy Ty jesteś Tym, który miał przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?”. Jezus odpowiada, przytaczając zapowiedzi mesjańskie proroka Izajasza: „niewidomi odzyskują wzrok, chromi chodzą, trędowaci zostają oczyszczeni, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię”. Jezus wzywa Jana Chrzciciela i Jego uczniów, aby rozpoznali Mesjasza przez Jego czyny, przez wypełnianie się Jego Słowa w codzienności.
A jednak wielu nie rozpoznało Jezusa. Choć proroctwa o przyjściu Zbawiciela były regularnie odczytywane przez Izraelitów, wielu z nich z pewnością znało je na pamięć, jednak nie wszyscy dostrzegli, że to w Jezusie wypełniają się te zapowiedzi. Dlaczego? Pewnie dlatego, że wielu całkiem inaczej wyobrażało sobie nadejście Mesjasza. W czasach niewoli rzymskiej w nowo przybyłym Królu widziano tego, który będzie władcą politycznym; zwycięzcą, który wyzwoli Naród Wybrany spod rzymskiej okupacji. A jednak Jezus przyszedł w innym sposób. Przyszedł nie po to, aby zwyciężać mieczem, ale pokonywać miłością. Nie przyszedł aby zabijać, ale aby przywracać życie grzesznikom. Wskazywał, że najgorszą niewolą nie jest ta ziemska, ale duchowa – gdy jest się niewolnikiem grzechu i szatana.
To dzisiejsze Słowo pokazuje, że tak jak przed Izraelitami żyjącymi 2000 lat temu, tak i przed nami stoi pewne niebezpieczeństwo. Czuwając na przyjście Pana, szukając Go w naszym życiu, słuchając Go – możemy Go nie usłyszeć i nie zauważyć. Zamiast przyjąć Jezusa z Jego Słowem, z Jego mocną nauką, często wywracającą pozorny „święty spokój” naszego życia – słuchając Jezusa możemy Go dostosowywać do własnych potrzeb i oczekiwań. Zasłaniając się fragmentami z Biblii, będziemy umacniać się w naszych złych przekonaniach i postępowaniach. Zamiast stawać się na „Boży obraz i podobieństwo”, Boga będziemy sprowadzali, czyniąc Go na nasz ludzki obraz i podobieństwo.
Jak się od tego uchronić? Przede wszystkim słuchajmy Boga w Jego Słowie. I prośmy Ducha Świętego, aby On nas wybijał z naszych ludzkich schematów. Aby posyłał nam ludzi, którzy będą nam otwierali oczy na inne patrzenie na rzeczywistość. Aby Bóg przez nich działał i wybijał nas z naszego świętego spokoju. Abyśmy przeżywając Adwent, czuwając, radując się z narodzenia Jezusa – stawali się bardziej: na Boży obraz i Boże podobieństwo.
————–
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Gdy Jan usłyszał w więzieniu o czynach Chrystusa, posłał swoich uczniów z zapytaniem: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?”. Jezus im odpowiedział: „Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi”. Gdy oni odchodzili, Jezus zaczął mówić do tłumów o Janie: „Coście wyszli oglądać na pustyni? Trzcinę kołyszącą się na wietrze? Ale coście wyszli zobaczyć? Człowieka w miękkie szaty ubranego? Oto w domach królewskich są ci, którzy miękkie szaty noszą. Po coście więc wyszli? Proroka zobaczyć? Tak, powiadam wam, nawet więcej niż proroka. On jest tym, o którym napisano: Oto Ja posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę. Zaprawdę powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on”.
II Niedziela Adwentu (rok A), 7.12.2025 – komentarz do Ewangelii
Dlaczego trzeba się przygotować na przyjście Pana?
● Rozważa: ks. Krzysztof Lampart ●
II Niedziela Adwentu, rok A (7.12.2025)
Ewangelia: Mt 3,1–12 ●
Podstawowa prawda wiary chrześcijańskiej brzmi: Łaską jesteśmy zbawieni! Szczególnie św. Paweł naciska, że wiara i zbawienie z niej płynące są darem darmo danym przez miłującego Boga, a ostateczną łaską Boga dla świata jest osoba Jezusa Chrystusa, wcielonego Syna Bożego, który cały ofiarował się, by odkupić winy wszystkich ludzi. A jednak w Adwencie słyszymy po raz kolejny słowa, tym razem z ust św. Jana Chrzciciela, że mamy się NAWRACAĆ.
Niewątpliwie jednym z głównych bohaterów Adwentu jest św. Jan Chrzciciel, który odkrył powołanie do tego, by być „Głosem wołającym na pustyni”, choć sam nie rościł sobie prawa do tytułów „Mesjasza”, „Eliasza”, „Proroka”, które niektórzy mu przypisywali. Zależało mu tylko na jednym, żeby „przygotować drogę Panu”. Czynił to w dwojaki sposób. Po pierwsze, przez swój styl życia, którym wskazywał, że nie dba o wygodę, pieniądze, ale tylko o spełnienie misji otrzymanej od Boga. Po drugie, przez słowa, którymi próbował doprowadzić swoich słuchaczy do pokornego przyznania się do prawdy o swojej grzeszności i niewystarczalności.
Św. Jan zwraca się do nas dzisiaj: „Nawracajcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie”, bo nadchodzi Mesjasz, czyli Zbawca. Możemy się spytać, w jakim celu mamy się nawracać, skoro i tak to On ma nas zbawić? Aby odpowiedzieć na to pytanie musimy zrozumieć, czym zbawienie w ogóle jest. Być zbawionym, to znaczy być przyjacielem Boga, jego dzieckiem. Zatem Bóg na siłę nie wejdzie do mojego życia, tak jak nie da się zmusić kogoś, żeby był czyimś przyjacielem. To Bóg w Jezusie wyciąga do mnie przyjacielską rękę, ale ja muszę się jej uchwycić – świadomie.
Stąd tradycyjnie uważa się Adwent za czas pokuty, dobrych postanowień, wzmożonej modlitwy, które są wyrazem takiego wyciągania z naszej strony ręki w kierunku Boga. Oczywiście to sam „Bóg jest w nas sprawcą i chcenia, i działania” (por. Flp 2,13), ale zgodnie z dewizą św. Ignacego z Loyoli mamy starać się żyć tak, jakby wszystko zależało od tych moich wysiłków, ale ufać Bogu tak, jakby wszystko zależało od Niego. Zapytajmy się zatem dzisiaj, co jeszcze mnie oddala od Boga, co sprawia, że nie jestem w pełni Jego przyjacielem, i podejmijmy wezwanie do NAWRÓCENIA.
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
W owym czasie pojawił się Jan Chrzciciel i głosił na Pustyni Judzkiej te słowa: «Nawracajcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie». Do niego to odnosi się słowo proroka Izajasza, gdy mówi: «Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, dla Niego prostujcie ścieżki!»
Sam zaś Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a jego pokarmem były szarańcza i miód leśny. Wówczas ciągnęły do niego Jerozolima oraz cała Judea i cała okolica nad Jordanem. Przyjmowano od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając swoje grzechy. A gdy widział, że przychodziło do chrztu wielu spośród faryzeuszów i saduceuszów, mówił im:
«Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem? Wydajcie więc godny owoc nawrócenia, a nie myślcie, że możecie sobie mówić: „Abrahama mamy za ojca”, bo powiadam wam, że z tych kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi. Już siekiera jest przyłożona do korzenia drzew. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, zostaje wycięte i wrzucone w ogień. Ja was chrzczę wodą dla nawrócenia; lecz Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie; ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów. On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma on wiejadło w ręku i oczyści swój omłot: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym».
I Niedziela Adwentu, rok A, 30.11.2025 r. – komentarz do Ewangelii
Czuwać, aby się rozminąć?
● Rozważa: dk. Kacper Turek ●
I Niedziela Adwentu, rok A (30.11.2025 r.)
Ewangelia: Mt 24,37-44 ●
Na początku tego Adwentu prośmy o łaskę rozpoznania Jezusa, gdy przyjdzie. Abyśmy się nie rozminęli z Nim.
„Przybędę jutro. Czekajcie na Mnie. Podpisano: Jezus”. Wszyscy zaczęli rozmyślać o tym, co należy zrobić. Ustalono, że każda rodzina ofiaruje Jezusowi to, co ma najpiękniejszego i najcenniejszego. Następnego dnia, ujrzano brodatego biedaka w podartej odzieży i podartych butach.
„To On! Przypuszczałem, że przebierze się w łachmany biedaka!” – wykrzyczał ktoś.
Wszyscy tłoczyli się wokół biedaka, dając mu cenne dary, prześcigając się w zachwalaniu własnego podarunku. Człowiek ten, szczerze zdumiony, umieścił wszystko na wozie, który ciągnął konik, ofiarowany mu zresztą przez burmistrza, podziękował, pobłogosławił i pojechał.
Pod wieczór przybył Jezus.
„Przepraszam za spóźnienie. Inne obowiązki Mnie zatrzymały…”.
„Czy ty jesteś naprawdę Jezusem?”
„A więc… tamten człowiek to był oszust! Ścigajmy go!” – krzyczeli ludzie.
Wszyscy pobiegli, by odebrać mu ofiarowane dary, swą cenną własność. A Jezus, jak zwykle, pozostał sam, pośrodku opustoszałego placu.
Opowieść, którą napisał Bruno Ferrero, jest dla nas lustrem, w którym możemy się przejrzeć. Czy nasze oczekiwanie na przyjście Pana nie wygląda jak w opowiadaniu?
*
„Nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego”.
Słyszymy dzisiaj w liturgii słowa, że Jezus na pewno przyjdzie. Wiemy nawet, kiedy to będzie: za 4 tygodnie. Podobnie mieszkańcy miasteczka z opowiadania usłyszeli „Przyjdę jutro”. Nie zlekceważyli tego słowa, a wręcz przeciwnie, chcieli się przygotować najlepiej, jak tylko potrafili. Mówili nawet między sobą, co mają robić, każda rodzina miała przyjść z tym, co posiadała najcenniejszego. Wszyscy chcieli dobrze, chcieli spotkać się z Jezusem, trzymając jakiś podarek w ręku. A jednak choć tak bardzo chcieli spotkać Jezusa, to gdy naprawdę przyszedł, minęli Go. Mieli wyobrażenie i pewność, że wiedzą, w jaki sposób Jezus przyjdzie oraz jak będzie wyglądał. Ich rozpoznanie było powierzchowne. Nie patrzyli sercem, lecz wyobrażeniami, które zresztą sami sobie zbudowali. Co więcej: nie rozdali tych darów z miłości, lecz z pragnienia pokazania się, która rodzina jest lepsza. To był dla nich potop, który przyszedł i pochłonął ich.
Można być religijnym, zaangażowanym, aktywnym, a jednak nie mieć serca otwartego na Jezusa, który przychodzi cicho, pokornie i… zwyczajnie. Zadajmy sobie u początku Adwentu pytanie: Jakie są moje wyobrażenia o Bogu? Czy nie zasłaniają mi one prawdziwej obecności Boga w codzienności?
*
Początek Adwentu, czyli oczekiwania na przyjście Pana, rozpoczyna się od słów Jezusa: „Czuwajcie, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie”.
Przeżywamy kolejny Adwent, który jest dla nas darem, aby nauczyć się czuwać. Czuwanie to coś więcej niż aktywizm, coś więcej niż przygotowywanie prezentów, dekoracji, stołu. Czuwanie to przede wszystkim otwartość serca. Otwartość serca i uważność na to, co dzieje się w moim wnętrzu. Troska o to, by nie żyć na autopilocie ale być obecnym tu i teraz. To gotowość na spotkanie z Bogiem, który może przyjść w każdej chwili. Rozpozna Go tylko serce, które czuwa i kocha. Jezus naprawdę do nas przychodzi – nie w wydarzeniach nadzwyczajnych, ale w codzienności. W wydarzeniach zwykłego dnia, drugim człowieku, słowie, które porusza moje serce, a przede wszystkim w Eucharystii, która jest bliskością niepozorną. Na początku tego Adwentu prośmy nie o to, by nasze przygotowania były perfekcyjne, nie o prześciganie się w wykonywaniu zadań. Ale prośmy o łaskę rozpoznania Jezusa, gdy przyjdzie. Abyśmy się nie rozminęli z Nim.
Panie Jezu, naucz mnie czuwać. Uwolnij moje serce od oczekiwań, pośpiechu i fałszywych wyobrażeń o Tobie. Przyjdź do mnie, jak chcesz, i spraw, bym Cię rozpoznał.
————–
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Wtedy dwóch będzie w polu: jeden będzie wzięty, drugi zostawiony. Dwie będą mleć na żarnach: jedna będzie wzięta, druga zostawiona.
Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o jakiej porze nocy nadejdzie złodziej, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie».







