Dzisiaj jest

piątek,
20 września 2019

(263. dzień roku)

Licznik

Liczba wyświetleń:
8678664

Wyszukiwanie

XXIV niedziela zwykła (C), 15 IX 2019 – komentarz do Ewangelii

Bóg szuka grzesznika
● Rozważa: Paweł Pomianek ●

Dwudziesta pierwsza niedziela zwykła, rok C (15 września 2019)
Czytania: Wj 32,7-11.13-14; 1 Tm 1,12-17
Ewangelia: Łk 15,1-32 (krótsza: Łk 15,1-10) ●

Faryzeuszom, zgorszonym tym, że jada On z celnikami i grzesznikami, Jezus odpowiada w trzech przypowieściach, w których podkreśla, że Bóg zawsze szuka grzesznika i czeka na jego nawrócenie.

O tych trzech przypowieściach z 15. rozdziału Ewangelii Łukaszowej mówi się klasycznie, że są to przypowieści o Bożym miłosierdziu. W najbliższą niedzielę Kościół proponuje nam przeczytanie wszystkich trzech, przy czym tę najbardziej znaną – o synu marnotrawnym i miłosiernym ojcu – pozwala opuścić (nie ma jej w wersji krótszej). Jako że jest ona zdecydowanie najdłuższa, niemal wszędzie usłyszymy zapewne tylko dwie przypowieści: o zagubionej owcy i zaginionej drachmie.

Jezus uchyla nam w nich rąbka tajemnicy, jak będzie w niebie. Dowiadujemy się, że aniołowie i całe niebo cieszyć się będą ogromnie z każdego nawróconego grzesznika. Jezus zaskakuje sobie współczesnych. Przywódcy religijni w tamtych czasach brzydzili się grzesznikami i piętnowali przedstawicieli niektórych zawodów, jak choćby – rzeklibyśmy po dzisiejszemu – urzędników państwowych. Tymczasem Jezus wychodzi do grzeszników, sam wyciąga do nich ręce. Zaprzyjaźnia się z nimi, by pociągnąć za sobą.

Warto w tym miejscu zauważyć, że Jezus nie neguje grzechu – grzesznik w przypowieściach jest tym, który się zagubił. Nie przygłaskuje tych, którzy chodzą po manowcach. Ale jednak sam wychodzi, sam szuka kontaktu, sam przyprowadza zagubioną owcę.

Jest to zachęta do rachunku sumienia także dla nas, wierzących, i dla współczesnego Kościoła. Czy nie ulegamy odwiecznej pokusie faryzeuszy, by dzielić społeczeństwo na złych i dobrych? By na każdym kroku piętnować tych, którzy myślą w sposób nieprawomyślny, którzy zdecydowali odwrócić się od Boga? Jezus nie unika mówienia prawdy o grzechu, ale jednocześnie nie odcina się od grzeszników: «przyjmuje grzeszników i jada z nimi» – jak stwierdzają obserwatorzy.

Przypowieść o synu marnotrawnym i miłosiernym ojcu wnosi do tego obrazu jeszcze jeden aspekt: Pan Bóg zostawia wolność. Czeka i wypatruje tego, kto od Niego odszedł, ale czeka na naszą inicjatywę; na to, aż zawód spowodowany życiem bez Boga sam przybliży nas do uznania, że warto ukorzyć się i schronić pod skrzydła Pana – najlepszego Ojca. I ta przestrzeń wolności, także wolności do błądzenia, którą daje nam Pan Bóg, jest czymś wspaniałym i urzekającym. Tak postępuje ten, kto naprawdę kocha. Nawet jeśli serce mu krwawi, a On z bólem oczekuje powrotu syna.

XXIII niedziela zwykła, 8 września 2019 – komentarz do Ewangelii

„Wielkie tłumy szły z Jezusem. On odwrócił się i rzekł do nich: «Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie dźwiga swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem.

Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej, gdyby położył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego: „Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć”.

Albo jaki król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestu tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju.

Tak więc nikt z was, jeśli nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem»” (Łk 14, 25-33).

Być uczniem

DSC_0719Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swojego ojca, matki, żony, dzieci, braci, sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem”.

Dlaczego chodzimy za Jezusem Chrystusem? Niektórzy odpowiadają: Moja babcia była wierząca, moi rodzice byli wierzący, mnie nie wypada inaczej. Inni: Bo Bóg jest potrzebny w moim życiu zwłaszcza, kiedy mnie dotyka choroba, wtedy mam do kogo pójść, kiedy mam egzamin mogę poprosić o pomoc, gdy doświadczam ucisku, mogę u Boga szukać pociechy.

Te odpowiedzi są prawdziwe, ale objawiają religijność naturalną, a nie wiarę. Ewangelia chce powiedzieć jedną rzecz: IDĘ ZA NIM DLATEGO, ŻE GO POZNAŁEM. Idziemy za Jezusem dlatego, że spotkaliśmy i pokochaliśmy Go. On stał się kimś pierwszym i najważniejszym w życiu!

Bardziej

Dlatego słyszymy: „Kto kocha ojca, matkę, dzieci bardziej niż Mnie, nie jest mnie godzien”. Miłość naturalna do ojca czy matki jest naszym obowiązkiem, ale nie może przewyższać miłości do Boga. Rodzicom zawdzięczamy bardzo wiele, ale życie wieczne jest darem Boga.

Życie dowodzi, jak miłość dzieci do rodziców czy rodziców do dzieci bierze w życiu górę! Bóg się nie liczy. Nieuporządkowana miłość męża do żony, matki do dziecka – już dorosłego – często bywa zabójcza, czyni wiele spustoszenia. Nieprzecięte „pępowiny” rodziców z dziećmi strasznie niszczą.

Krzyż

„Kto nie nosi swojego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być Moim uczniem”.

Krzyż jest miejscem zmagania i jednocześnie miejscem doświadczenia miłości Boga, ale pod jednym warunkiem, że mówimy Bogu tak, kiedy błogosławimy Boga za krzyż…

Wieża i król

Jezus przytacza dwie krótkie przykłady: jeden o budowie wieży, a drugi o królu, który ma stoczyć bitwę. Jeden i drugi przed swoim działaniem siada, liczy i zastanawia się…

Może i ja potrzebuję usiąść i zastanowić się, czy dam radę iść za Chrystusem, czy wytrwam przy Jezusie, czy będę autentyczny, czy raczej będę udawał.

Czy będzie mnie stać na zwycięstwo z przeciwnościami i z trudnościami? Bo być dzisiaj Chrystusowym, to zgodzić się na wyśmianie i odrzucenie nawet przez najbliższych. Konieczne jest zastanowienie się… Czy ja chcę iść za Jezusem. Jedno jest pewne, że On nas nie zostawi samych. Więcej – obdarzy nas Swoją mądrością. Mądrość to dar Boga, który pozwala dokonywać właściwych wyborów w moim życiu.

Św. Grzegorz żyjący na przełomie V i VI w. mówił, że wieża oznacza budowanie naszej pokory, naszej miłości do Boga. Wszelkie budowle wznosi się dzięki środkom finansowym. Im więcej funduszy, tym budynek bardziej okazały. Żeby zbudować swoją pokorę, swoją miłość do Pana Boga, trzeba się wyrzekać tego, co się posiada. Jezus na zakończenie Ewangelii mówi: „Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się tego, co posiada, nie może być Moim uczniem”.

Bardzo trudne słowo. Żyjemy w świecie, w którym wszyscy chcą mieć jak najwięcej. I jak to pogodzić z byciem uczniem Jezusa? Dlatego uczmy się rozdawać. Traktuj swój dom, który budowałeś całe życie nie jako swój, ale jako dar Boga. Pieniądz, który mam nie jest mój, tylko Boga i On mi go użyczył. Módlmy się o taką mądrość, żeby nasze życie było piękne, żebyśmy odnosili zwycięstwo nad światem, nad tym, co złe, żebyśmy byli przyjaciółmi Boga.

ks. Bohdan Dutko

XXII niedziela zwykła, 1 września 2019 – komentarz do Ewangelii

Chrześcijańska bezinteresowność
● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

XXII niedziela zwykła (1 września 2019)
Czytania: Syr 3, 17-18. 20. 28-29,
Hbr 12, 18-19. 22-24a

Ewangelia: Łk 14, 1. 7-14

Pan Jezus w Ewangelii mówi nam dziś: Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół. W życiu rodzinnym i społecznym istnieje zwyczaj spotykania się z przyjaciółmi i urządzania przyjęć, sam Jezus chodził na wieczerze do swoich przyjaciół. Jego słowa jednak odnoszą się do ogólnej postawy, jaką należy zachowywać wobec drugiego człowieka.

Istnieje zasada, według której ty dajesz jakąś rzecz mnie, ja daję coś tobie. Bóg jednak nie czyni w ten sposób. Nie stworzył świata, aby samemu się nim cieszyć, lecz aby ofiarować jego pełnię ludziom. Jeśli Bóg tak postępuje wobec ciebie, to i ty czyń to samo swojemu bliźniemu: podaruj mu to, co możesz, i nie oczekuj, że ci za to odpłaci.

Żyjemy w świecie cechującym się mentalnością handlową, do której nie możemy się jednak dostosować. Musimy wykazać, iż nasze ludzkie relacje wynikają z bezinteresownej miłości.

W każdej relacji handlowej liczy się zarobek. Dlatego też rozróżniamy interesowny i bezinteresowny sposób działania. Francuski myśliciel François de La Rochefoucauld mawiał, iż wszystkie ludzkie cnoty wzrastają na ziemi bezinteresowności i w sposób prawdziwie uczciwy postępuje jedynie ten, kto zapomina o własnych korzyściach. Są to szlachetne słowa, jednak niemożliwe do zrealizowania i nie zgadzają się nawet z przesłaniem Ewangelii, w której nie mówi się, iż musimy kochać bliźniego „zamiast” siebie, lecz „jak” siebie samych. Te dwie miłości nie są ze sobą sprzeczne, lecz łączą się w sposób harmonijny. Już Arystoteles starał się to udowodnić, ustalając, iż w naturze istnieje fundamentalna zasada miłości własnej, instynkt samozachowawczy. Dobrze jest kochać siebie; ten jednak, kto prawdziwie przeżywa przyjaźń, uznaje swojego przyjaciela za część własnego „ja”. „Ja” nie ponosi na tym żadnej szkody, wręcz przeciwnie, rozszerza się.

Chrześcijanin, który kocha wszystkich, rozszerza własne „ja” w pełni Chrystusa, otrzymując największą zapłatę, jaką jest miłość.

W chrześcijaństwie takie pojęcia jak miłość interesowna i miłość bezinteresowna posiadają wyjątkowe znaczenie. W miłości chrześcijańskiej powraca do nas to, co ofiarowaliśmy. Dlatego zapłata za miłość przychodzi wraz ze zmartwychwstaniem.

Dla ludzi sprawiedliwych śmierć oznacza wejście do lepszego świata. Zmartwychwstanie jest nagrodą za życie, które prowadziliśmy na ziemi, jego przebóstwieniem i uwiecznieniem. Zostaje nam oddane to, co ofiarowaliśmy.

To jest właśnie tajemnica oka, które nie widziało i ucha, które nie słyszało, jest ona również punktem odniesienia dla chrześcijańskiej nadziei.

Czy wszyscy będą zbawieni?
● Rozważa: Paweł Pomianek ●

 

Albrecht Durer, Wszyscy Święci – fragment

Dwudziesta pierwsza niedziela zwykła, rok C
(25 sierpnia 2019)

Czytania: Iz 66,18-21; Hbr 12,5-7.11-13
Ewangelia: Łk 13,22-30 ●

 

W ostatnich dziesięcioleciach modny jest w niektórych środowiskach kościelnych pogląd, że Bóg jest tak miłosierny, że wszyscy będą zbawieni. Ogólnie zresztą trochę przestaliśmy się obawiać opcji potępienia. Ciekawe, że punkt wyjścia osób, które w dzisiejszej Ewangelii pytają Jezusa o sprawę zbawienia, jest diametralnie inny.

Pada pytanie: «Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?», którego już sama forma nas – ludzi żyjących w XXI wieku, epoce wiary w człowieka, jego rozwój, jego dobroć, jego samowystarczalność – z gruntu zaskakuje swym pesymizmem. My zapytalibyśmy raczej: «Panie, czy znajdą się tacy, którzy się nie zbawią?».

Tymczasem, co może nas jeszcze bardziej zaskoczyć, Jezus potwierdza tę opinię: zbawią się tylko ci, którzy wybiorą ciasną bramę; wielu też będzie takich, którzy będą zdziwieni, że nie ma dla nich miejsca w gronie zbawionych, bo sami byli przekonani o swej godziwości. I to wydaje się być fenomenalne miejsce dla każdego z nas, by zastanowić się nad sprawą swojego zbawienia: Czy dbam o to, by być w stanie łaski? Jak na co dzień objawia się moja wiara? Czy za praktykami religijnymi idą konkretne postawy?

„Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś” – dziwią się potępieni. Trudno tu nie dostrzec analogii do sytuacji nas, wierzących będących w Kościele. Zwłaszcza gdy weźmie się kontekst wypowiadania tych słów i cały fragment, który Kościół nam przeczyta.

Jezus zaskakuje wyznawców wiary Mojżeszowej, pewnych swojej wyższości, mówiąc: „Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym”. Gdy tymczasem wielu spośród narodu wybranego zostanie precz wyrzuconych.

I to jest dla Jezusowych słuchaczy zaskoczenie. Chrystus potwierdza, że tylko nieliczni będą zbawieni, ale wyjaśnia, że nie zadecyduje o tym wyłącznie sprawowanie praktyk religijnych czy – tym bardziej – przynależność do narodu wybranego. Ludzie oceniani będą indywidualnie na podstawie zarówno swoich wyborów moralnych w danej życiowej sytuacji, jak i stopnia przylgnięcia do Boga, zaangażowania w swoją religijność i szczerego wyznawania wiary. Jezus uświadamia nam, że możemy kiedyś być bardzo zaskoczeni „składem” zbawionych. Bo Bóg inaczej patrzy niż człowiek. Bo Bóg zna prawdziwie do głębi nasze serca.

Święta

Piątek, XXIV Tydzień zwykły
Rok C, I
Wspomnienie świętych męczenników Andrzeja Kim Taegon, prezbitera, Pawła Chong Hasang i Towarzyszy

Sonda