Dzisiaj jest

niedziela,
26 czerwca 2022

(177. dzień roku)

Licznik

Liczba wyświetleń:
19544001

Wyszukiwanie

Trzynasta niedziela zwykła (C), 26 VI 2022 – komentarz do Ewangelii

Chrystus dokładnie zna człowieka
● Rozważa: Paweł Pomianek ●

Trzynasta niedziela zwykła, rok B (26 czerwca 2022)
Ewangelia: Łk 9,51-62 ●

Dzisiejsza Ewangelia pokazuje, jak różnorodna jest postawa Jezusa w zależności od sytuacji i jak głębokiej wiedzy o człowieku potrzeba, by skierować do niego odpowiednie dla niego słowa.

„Trzeba porzucić wszystko, aby iść za Jezusem” – tak kościelny lekcjonarz tytułuje dzisiejszą Ewangelię. I faktycznie – jak zazwyczaj – trafnie wskazuje on sedno fragmentu wybranego przez Kościół na tę niedzielę. Rzeczywiście tekst ma nas skłonić do refleksji nad tym, ile bylibyśmy gotowi poświęcić, by pójść za Jezusem, na ile bezkompromisowa jest nasza wiara. A przede wszystkim: czy Chrystus jest dla nas na pierwszym miejscu i czy jesteśmy ludźmi faktycznie wolnymi – od tego, co nam pójść za Nim przeszkadza.

Dwa obrazy Jezusa

Ale fragment ten jest ciekawy także dlatego, że zawiera dwie perykopy (wystarczy zajrzeć do Pisma Świętego, by zobaczyć, że te fragmenty są rozdzielone i nadano im różne śródtytuły), które wprawdzie następują po sobie, ale mają inne przesłanie i pokazują dwa różne obrazy Jezusa.

Jezus z pierwszego fragmentu, opowiadającego o nieszczególnie udanych odwiedzinach miasteczka samarytańskiego w drodze do Jerozolimy, wydaje się być przede wszystkim bardzo wyrozumiały względem ludzi, niewiele od nich wymaga, a wręcz można powiedzieć, że ostatecznie schodzi im z drogi.

weszli do pewnego miasteczka samarytańskiego, by przygotować Mu pobyt. Nie przyjęto Go jednak, ponieważ zmierzał do Jeruzalem.

Widząc to, uczniowie Jakub i Jan rzekli: «Panie, czy chcesz, byśmy powiedzieli: Niech ogień spadnie z nieba i pochłonie ich?»

Lecz On, odwróciwszy się, zgromił ich. I udali się do innego miasteczka.

Jakże odmienny to obraz względem tego, co czytamy w końcowej części drugiej perykopy:

Ten zaś odpowiedział: «Panie, pozwól mi najpierw pójść pogrzebać mojego ojca». Odparł mu: «Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże».

Jeszcze inny rzekł: «Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu». Jezus mu odpowiedział: «Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego».

Tutaj wymagania stawiane przez Jezusa są bardzo radykalne.

Skąd to zróżnicowanie? Wydaje się, że Chrystus, który dokładnie zna kondycję i potencjał poszczególnych ludzi, po prostu podchodzi do danego człowieka, biorąc pod uwagę to, jak wiele można od niego wymagać.

Jednym lepiej schodzić z drogi, ponieważ nie są gotowi przyjąć prawdy o Jezusie czy tym bardziej Jego powołania. Przy czym mimo to nie wolno ich krzywdzić. Nawet jeśli jawnie odrzucają wiarę i osobę Jezusa; nawet jeśli otwarcie się od Niego odcinają czy występują przeciwko niemu. Są jednak osoby, które są gotowe usłyszeć wprost wymagające słowa o powołaniu ze strony Jezusa. Może to być powołanie takie lub inne. Niemniej jednak wiadomo, że będzie to wezwanie do radykalnego pójścia za Chrystusem, do mężnego świadectwa wiary. W dzisiejszym świecie to, że na drodze Jezusa nie będzie łatwo, mamy jak w banku.

Uwzględniając możliwości

Pan uczy nas więc dziś nie tylko tego, że trzeba wiele dlań poświęcić, ale też tego, że dokładnie zna nasze serca, dokładnie wie, na co każdego z nas stać. I z wyrozumiałością i serdecznością spojrzy na nasze niedomagania i braki, jeśli tylko nasze intencje są czyste. No i nas również chce uczyć, byśmy nie siekli mieczem wiary na wszystkie strony i nie straszyli ogniem z nieba, surowo oceniając innych, lecz byśmy na każdego popatrzyli z wielką delikatnością, szacunkiem, uwzględniając jego historię, ewentualne zranienia, otwartość na przyjęcie Jezusowego orędzia.

Ale skłania również do zadania sobie innego pytania: czy czasem nie jestem w sytuacji podobnej do tych, od których Jezus po prostu się odwraca, by odejść do innego miasteczka, bo my jesteśmy całkowicie niezainteresowani tym, co chce nam zaproponować…

XII Niedziela Zwykła, rok C, 19.06.2022 – komentarz do Ewangelii

Zaspokoić nasze głody…
● Rozważa: ks. Jakub Dzierżak ●

XII Niedziela Zwykła, rok C (19.06.2022 r.)
Ewangelia: Łk 9, 18-24 ●

jezus-piotrMy, jako ludzie, przeżywamy różne „głody”. Najbardziej popularne zestawienie „głodów” człowieka – piramida Abrahama Maslowa – wymienia następujące potrzeby człowieka: fizjologiczne, bezpieczeństwa, przynależności, szacunki i uznania oraz samorealizacji. Wszystko jednak sprowadza się do jednego: ciągle mamy w sobie głód kochania i bycia kochanym oraz głód niekończącego się szczęścia. Czy jest ktoś, kto potrafi to zapewnić?

Jeśli ktoś twierdzi, że osiągnął już pełnię szczęścia w swoim życiu, to bardzo szybko zostanie sprowadzony na ziemię przez niedosyt. Jest to nasz stały towarzysz, bo zawsze możemy zrobić coś lepiej, zawsze możemy otrzymać więcej, zawsze możemy doświadczać jakiejś przyjemności dłużej i tak dalej. Jesteśmy tak niesamowitymi stworzeniami, że mamy w swojej naturze otwarcie na ciągłe więcej i bardziej, aż do nieskończoności. Potrzebujemy ciągle nowych i mocniejszych doznań. Negatywnym dowodem są chociażby uzależnienia, gdzie dawka przyjmowanej substancji musi być coraz większa i silniejsza. Gdybyśmy zajrzeli w głąb swojego serca, pobyli przez chwilę w ciszy i zapytali siebie: „czego ty tak naprawdę chcesz” – odpowiedź będzie zawsze ta sama: „chcę kochać i być kochany”.

Wołanie człowieka o miłość przybiera różne formy, niekiedy nawet przerażające. Czasem na pierwszy rzut oka wydaje się, że ktoś jest buntownikiem, obrażonym na cały świat i na Pana Boga – szczególnie w przypadku młodych – ale musimy pytać, o co tym osobom tak naprawdę chodzi? Czy nie jest to jakiś sposób wołania tych ludzi o miłość? Być może tego właśnie szukają, ale jeszcze nie wiedzą, gdzie jest Źródło… Mają w sobie ogromny głód miłości, ale nie odnaleźli jeszcze Tego, który ten głód potrafi zaspokoić…

Chrystus pytał uczniów, za kogo jest uważany. Odpowiedzi były różne. Dziś też ludzie mają różne pojęcie o Jezusie oraz o Kościele. Niektórzy już od dawna nie zaglądają do kościoła na Eucharystię i ich serce wysycha. Nic dziwnego, że wołają o miłość, bo od prawdziwej Miłości są ciągle odcięci… Tymczasem psalmista woła: „ciało moje tęskni za Tobą jak zeschła ziemia łaknąca wody”! Każdy z nas musi na nowo odkrywać, kim tak naprawdę jest Jezus. Jest On „Tym, którego przebili” – jak zapisał prorok Zachariasz w pierwszym czytaniu – i dlatego właśnie, że Go przebili, wytrysło dla nas źródło na obmycie grzechu i zmazy. Jeśli szukamy miłości, która zawsze kocha, zawsze wybacza i zawsze czeka – musimy iść właśnie do Niego, do Jezusa. Jeśli czujemy się przygnieceni swoimi krzyżami – a przecież każdy z nas je ma – musimy iść do Jezusa, żeby nam pomógł to udźwignąć, bo życie nie polega na pozbywaniu się krzyży – jest to przecież niemożliwe – ale na dźwiganiu ich razem z Nim!

Musimy odkryć w sobie nasze „głody” i iść z nimi do Jezusa. Jak wiele jest przykładów nawróceń osób, które w pewnym momencie swojego życia przypadkowo trafiły do kościoła i tam spotkały Chrystusa… Jak cudowne jest doświadczenie nasycenia miłością Boga! Obyśmy mogli tego doświadczać jak najczęściej!

Uroczystość Najświętszej Trójcy, 12.06.2022 – komentarz do Ewangelii

Relacje miłości

● Rozważa: ks. Szymon Kłak ●

Uroczystość Najświętszej Trójcy, rok C (12.04.2022)
Ewangelia: J 16, 12-15 ●

Trójca Święta – ikona Rublowa.

Jeden Bóg w Trzech Osobach – próba zrozumienia tej prawdy przyprawia o ból głowy. Dlaczego jednak mimo wszystko powinniśmy ją odkrywać i poszukiwać jej sensu?

Różne mamy doświadczenia katechetyczne, ale z pewnością każdy kto stał przed nami w klasie, bądź salce parafialnej i wtajemniczał nas w naukę wiary, próbował w lepszy lub gorszy sposób tłumaczyć o co chodzi z tą Trójcą Świętą. Jak wielkim dydaktykiem i znawcą teologii by nie był, to jest wyzwanie niemalże z góry skazane na porażkę. Po ludzku nie da się tej prawdy wytłumaczyć, tym bardziej zrozumieć. Wobec rzeczonego zagadnienia jesteśmy malutcy, zagubieni, ograniczeni.  Doktryna o Trójcy Świętej należy do tych najbardziej abstrakcyjnych i niezrozumiałych. Po co mamy się w takim razie nią zajmować, skoro intelektualne wysiłki nie przynoszą efektu? Musimy pamiętać, że wszystko co dotyczy Boga, w sposób istotny dotyczy także nas. W jaki sposób odnosi się do nas, ludzi prawda o Jedynym w Trójcy? Co nam przekazuje?

Bóg jest utkany z relacji, On jest relacją, konkretnie relacją miłości między trojgiem osób. Ta miłość łączy te osoby w sposób tak ścisły i głęboki, że tworzą nierozerwalną jedność, są kimś jednym. W Bogu ta relacja miłości jest bezustannie żywa, osoby boskie nie przestają i nigdy nie przestaną się nią karmić, ma charakter wieczny. Jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże, dlatego w nas również jest mocne pragnienie relacji, budowania z innymi więzi na wzór tej, która zawiązała się w Bogu. Mamy w sobie potrzebę miłości, którą trudno zagłuszyć. A będziemy w stanie ją realizować jeśli tylko otworzymy się na Trójcę, jeśli tylko będziemy prosić Trójjedynego Boga, żeby nauczył nas tak kochać – zupełnie bezinteresownie, nieskończenie, absolutnie. U nikogo innego takiej miłości się nie nauczymy. A tylko i wyłącznie taka zaspokoi nasze serce, sprawi, że już nigdy „łaknąć, ani pragnąć” nie będzie. Miesiąc czerwiec jest poświęcony Jezusowemu Sercu, Sercu, w którym łączą się miłości Ojca, Syna i Ducha Świętego, ale Które również jest spragnione naszej miłości. Warto się zastanowić, czy rzeczywiście ją otrzymuje? Niestety, najczęściej jesteśmy skupieni na swoich potrzebach, pragnieniach, prośbach. Jak wygląda moja modlitwa? Po co się modlę? Po to, żeby coś dla siebie załatwić, ugrać, uzyskać czy żeby budować więź z Panem, a tym samym odpowiadać na Jego pragnienie miłości? Kogo jest więcej w trakcie naszych spotkań z Bogiem – nas czy Jego? To są ważne pytania, bo pokazują dojrzałość/niedojrzałość naszej wiary. A ona opiera się na więzi i cała nasza aktywność wobec Boga ma się do jej budowania sprowadzać, w przeciwnym razie jest tylko pusta pobożnością.

Boga tworzą relację i nas również, bo jesteśmy stworzeni na Jego obraz i podobieństwo. Jeżeli tylko nauczymy się przyjmować Jego miłość, nasza więź z Nim będzie coraz głębsza i silniejsza, co przełoży się również na kontakty międzyludzkie, będziemy zdolni budować piękne, trwałe relacje z naszymi bliźnimi. I właśnie o to w życiu chodzi!

Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, rok C, 29.05.2022 – komentarz do Ewangelii

To jest nasz czas!
● Rozważa: ks. Jakub Dzierżak ●

Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, rok C (29.05.2022 r.)
Ewangelia: Łk 24, 46-53 ●

wniebowstąpinie

W żadnej religii nie ma boga, który tak bardzo dostosowywałby się do człowieka, jak nasz Bóg. Nie ma innego boga tak bliskiego, jak nasz Bóg. Pomimo tego, że wraz z cudem wstąpienia do nieba On przestał być tak bezpośrednio fizycznie dostępny dla swoich uczniów, ciągle można Go spotkać i dotknąć – i tutaj właśnie zaczyna się nasza rola…

Historię ludzkości (z punktu widzenia wiary) moglibyśmy najprościej podzielić na trzy części: czas przygotowania na przyjście Chrystusa, czas Chrystusa oraz czas Kościoła. Każda z tych części ma także swoje obietnice.

Pierwszy etap to przygotowanie. Zaraz po grzechu pierworodnym Adama i Ewy Bóg dał obietnicę: pojawi się Niewiasta oraz jej Potomek, którzy będą walczyć z wężem i jego potomkiem. Potomek Niewiasty zmiażdży głowę węża i zwycięży (por. Rdz 3,15). My już dobrze wiemy, że tym Potomkiem jest Chrystus, a Niewiastą Jego Matka, Maryja. Pomimo wielkiego grzechu nieposłuszeństwa, który popełnili Adam i Ewa, Bóg nie przestaje kochać. Daje obietnicę ratunku i wyzwolenia. Potem posyła proroków, którzy powoli przygotowują upadłą ludzkość na ponowne zjednoczenie z Bogiem.

Drugi etap to czas Chrystusa. Bóg stał się namacalny – można było Go dotknąć, przytulić, złapać za rękę, usłyszeć realnie Jego głos. Jezus umiłował nas „do końca”, aż do oddania życia. Dał także obietnicę, że będzie z nami obecny przez wszystkie dni, aż do końca świata (por. Mt 28,20).

Trzeci etap to czas Kościoła, czyli nasz czas. Jezus spełnia swoją obietnicę, że będzie obecny. Nadal chce być namacalny, bliski, ale potrzebuje do tego nas. Po to zesłał Ducha Świętego, aby od tej pory mógł być obecny na świecie poprzez ludzi. Gdy przyjmujemy eucharystyczny Chleb, dotykamy Jezusa pod osłoną znaku. Gdy miłujemy się wzajemnie, On staje się obecny i chodzi po świecie naszymi nogami. Mamy arcyważną rolę do spełnienia – pozwolić Jezusowi być obecnym w naszych środowiskach! Możemy być Jego przedstawicielami i ambasadorami. Dzięki nam On może odpuszczać grzechy, uzdrawiać chorych, leczyć zranione serca. Jezus znów daje obietnicę: na końcu świata przyjdzie powtórnie, aby zabrać nas do siebie na wieczną ucztę

To jest nasz czas! Jesteśmy potrzebny Jezusowi. Czy odpowiemy pozytywnie?

VI Niedziela Wielkanocna, rok C, 22.05.2022 – komentarz do Ewangelii

Łaska Bożego pokoju

● Rozważa: dk. Piotr Wąsacz ●
VI Niedziela Wielkanocna, rok C, 22.05.2022, Ewangelia: J 14, 23-29●

Najswietsze-Serce-Jezusa-3-300x213

Dzisiejsza niedziela jest już szóstą w tegorocznym okresie Wielkanocnym. Już za tydzień będziemy przeżywać Uroczystość Wniebowstąpienia Chrystusa. Od jakiegoś czasu w czytaniach mszalnych bardzo wyraźnie widać, że Kościół przygotowuje nas na przeżywanie tego dnia. W dzisiejszej Ewangelii Jezus daje swoim słuchaczom – wśród których jest każdy z nas – pewne pouczenie, jakże bardzo aktualne i potrzebne na czasy, w których przyszło nam żyć.

Wielu ludzi żyje dzisiaj w lęku, strachu o wiele spraw. Przeraża nas ogrom zła, który dzieje się na świecie. Zapewne w rozmowach z innymi ludźmi słuchaliśmy o doświadczeniu niepokoju, który przeżywają, a może sami dzieliliśmy się podobnymi odczuciami. Jezus Chrystus mówi dzisiaj do Apostołów zgromadzonych w Wieczerniku w czasie Ostatniej Wieczerzy następujące słowa: Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak, jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka.

Te słowa Jezusa na kilka godzin przed Jego męką mogą dziwić. Tuż przed wydarzeniami, które wzbudzą w uczniach niespotykany dotąd lęk i trwogę, Zbawiciel mówi, że daje im pokój i zachęca, by się nie lękali. I chociaż wielu z nas zapewne bardzo się zdziwi, to te słowa są skierowane także do nas. Tyle wokół nas strachu, niepewności jutra, tyle zgorszenia złem, które widzimy. A Jezus w tym wszystkim mówi do KAŻDEGO Z NAS: Daję Ci mój pokój! Nie taki jednak, jaki daje Ci świat! Nie bój się!

Zwróćmy uwagę na to drugie zdanie, które mówi Jezus: Nie tak, jak daje świat, Ja wam daję. Co to znaczy? Żeby to poznać, trzeba najpierw zobaczyć, jaki pokój daje nam świat. Współcześnie bardzo często mówi się, że człowiek musi być samowystarczalny, nie może ufać nikomu poza sobą samym, nikt mu nie pomoże i nie da nic za darmo. Ile sam zdoła zrobić, tyle będzie miał. Świat nam dziś mówi, że pokój osiąga się wtedy, kiedy samemu osiągnie się to, czego się pragnie. Żeby czuć wewnętrzne zadowolenie, muszę zrealizować swoje pragnienia. W tym wszystkim bardzo często nie uwzględnia się faktu, że pewnych pragnień człowiek nie może zrealizować sam. Dlatego często nie doświadcza trwałego pokoju serca, ale tylko chwilowy, ulotny.

Chrystus mówi dzisiaj, że On daje nam inny rodzaj pokoju niż ten światowy. Dlaczego inny? Bo to nie my mamy się siłować, walczyć o wewnętrzną harmonię, ale mamy poddać się Jezusowi, ZAUFAĆ MU, a wtedy on w nasze serca wleje pokój, także w tym trudnym czasie wojny, który przeraża każdego z nas.

Chciałbym siebie i Was zaprosić do refleksji. Czy ja mam wiarę, że Jezus zatroszczy się o dobre rozwiązanie tych wszystkich trudnych spraw, które widzę na świecie i które sam przeżywam? Czy dalej będę na siłę dążył do tego, aby samemu zaspokoić swoje pragnienia, rozwiązać trudności?

Jezus dzisiaj daje nam PEWNOŚĆ, że jeśli Mu zaufamy, oddamy swoje trudności i problemy, to On napełni nasze serca prawdziwym pokojem – tym trwającym nieustannie, a nie tylko chwilowym i ulotnym.

Prośmy Pana, byśmy potrafili Mu zaufać.

V Niedziela Wielkanocna, rok C, 15.05.2022 – komentarz do Ewangelii

Po tym wszyscy poznają, że jesteś Mój
● Rozważa: ks. Jakub Dzierżak ●

V Niedziela Wielkanocna, rok C (15.05.2022 r.)
Ewangelia: J 13,31-33a.34-35 ●

Słowo Boże ma wielką moc. Potrafi zmienić człowieka w sposób zaskakujący. Jezus chce jednak, aby mówieniu o Nim towarzyszyło coś jeszcze. Dzisiaj ludzie, może bardziej niż kiedykolwiek, dopominają się o to. Chodzi o przykład życia.

Starożytny pisarz chrześcijański Tertulian w swoim dziele Apologetyk napisał zdanie-maksymę, która przewija się w różnych homiliach i konferencjach: „Patrzcie, jak oni się miłują”! Poganie, którzy nigdy nie słyszeli o Chrystusie, mieli się Nim zachwycać, kiedy patrzyli, w jaki sposób żyją Jego uczniowie. O tym właśnie mówi Chrystus w niedzielnej Ewangelii: „Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali”.

Aby lepiej zrozumieć to nowe przykazanie Jezusa – przykazanie miłości wzajemnej – spójrzmy na kontekst tego fragmentu Ewangelii. Akcja rozgrywa się w Wieczerniku podczas Ostatniej Wieczerzy. Przed chwilą Jezus zrobił coś szokującego: przepasał się prześcieradłem, nalał wodę do misy i zaczął obmywać Apostołom nogi. W starożytnym Izraelu mycie nóg było zadaniem niewolników! Gość przychodzący w odwiedziny miał brudne stopy od kurzu i piasku, których w Ziemi Świętej nie brakowało. Do obowiązków wynikających z grzeczności należało usłużyć gościowi poprzez obmycie mu nóg. Tutaj jednak mamy coś o wiele większego – Bóg, Nauczyciel, Pan, potężny Stwórca wszystkiego, klęka przed człowiekiem i myje mu nogi jak niewolnik. Za kilka godzin tak bardzo się uniży, że dla tego człowieka pozwoli się zabić na krzyżu. Co to wszystko znaczy?

Jezus odwraca porządek ustalony przez wielkich tego świata, a właściwie naprawia nieporządek przez nich stworzony. Zamiast panować nad ludźmi przy użyciu siły i aparatów ucisku, Chrystus służy i kocha. Zamiast zmuszać, zdobywa serca. To jest coś, co wyróżnia naszą religię spośród innych – Bóg nie tylko oczekuje naszej uległości i służby Mu, ale On sam najpierw służy nam. Jeśli będziemy Go naśladować i nawzajem sobie służyć, nie patrząc tylko na swój interes – ludzie będą zadawać nam pytania. Kto wie, czy te pytania nie doprowadzą ich do wiary…

„Patrzcie, jak oni się miłują” – oby choć jedna osoba, patrząc na moje życie, zapragnęła pójść za Jezusem.

IV Niedziela Wielkanocna, rok C, 08.05.2022 – komentarz do Ewangelii

Najlepszy Pasterz

● Rozważa: ks. Szymon Kłak ●

IV Niedziela Wielkanocna (08.05.2022)
Ewangelia: J 10, 27-30

dobry-pasterz

Wielkanocne teksty biblijne niosą ze sobą Boży pokój. Zapewniają nas, że jeżeli tylko wybierzemy Zmartwychwstałego – nic a nic nam nie grozi.

Ewangelia choć krótka, jest niezwykle poruszająca, zadziwia Bożym zaangażowaniem oraz Jego niezrozumiale potężną miłością. „Nie zginą na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki”. „Idą one za Mną, a Ja daję im życie wieczne”. Choć pięknie to brzmi, to trudniej jest nam przyjąć te słowa z wiarą. Trudniej jest pozwolić się kochać taką miłością. Z kolei jeśli nie pozwolimy się kochać taką miłością to znaczy, że niewiele rozumiemy z naszej wiary. Jezus miłuje w taki sposób, który bardzo często może być dla nas zgorszeniem. Nawet sami mamy takie chwile, że myślimy sobie jak Bóg może mnie kochać, skoro popełniłem takie czy inne grzechy. Jak ja przed nim wyglądam? Prawda jest taka, że nie muszę zasługiwać na Jego miłość, na Jego pasterską troskę. Jeżeli zrobię to czy tamto, Bóg nie będzie mnie kochał bardziej niż aktualnie.

Stosunkowo niedawno rozważaliśmy scenę Ostatniej Wieczerzy. Warto do niej wrócić. Jezus klęka przed Piotrem, tak samo jak przed pozostałymi uczniami, schyla się, żeby umyć mu nogi. Piotr się wzbrania – Panie, jestem tego niegodny. Owszem jesteś niegodny, nigdy nie będziesz godny, ale ja cię kocham pomimo tej twojej niegodności i z całego serca chcę to zrobić. Chcę wziąć w swoje ręce twoje brudne nogi i je umyć. Ja, twój Bóg, tak cię kocham, że chcę ci w ten sposób służyć. Jestem twoim Pasterzem, dobrym Pasterzem.

Tego samego wieczoru Chrystus ustanowił sakrament kapłaństwa. Zadaniem kapłanów jest gromadzenie Ludu Bożego, budowanie chrześcijańskiej wspólnoty, a zwłaszcza szeroko pojęta służba, przede wszystkim sakramentalna – dotykanie Boga, przybliżanie boskich prawd i tajemnic. Kto jest godny tych zadań? Który człowiek na nie zasługuje? Absolutnie nikt. Kapłaństwo jest wciąż niezrozumiałym przez nas darem Bożej miłości, którego Chrystus udziela dokładnie tym, którym chce. Nie wybiera pasterzy według ludzkich kryteriów. Wystarczy spojrzeć na apostołów. Czy naprawdę w całej Palestynie nie znaleźliby się choć trochę odważniejsi czy mniej egoistyczni mężczyźni, bardziej wielkoduszni, wierni i oddani?

Z pewnością by się znaleźli. Jezus wybrał, nie wiedzieć czemu, akuratnie ich. I tak wybiera nie najpobożniejszych, najmądrzejszych, najzaradniejszych czy najbardziej kochających Boga i ludzi. Decyduje, jak chce. Ma w tym swój plan. To powołanie jest zupełnie darmowe i nie można sobie na nie zasłużyć dobrym sprawowaniem. Nikt go sobie nie wypracuje. To jest dar. Dlatego też nikt obdarzony tym powołaniem nie ma prawa czuć się lepszym od innych. Bycie pasterzem to nie prestiż, ale służba. To pochylanie się, nieraz klękanie przed człowiekiem, tak jak to robił Chrystus w Wieczerniku, po to, żeby przyjść mu z pomocą. To gotowość do niesienia bliźnim miłości i pokoju, a nie pretekst do tego, żeby ustawiać się na czele hierarchii społecznej i czerpać z tego korzyści. Pasterz wciąż poszukuje swoich owiec, nie ustaje. Nigdy nie zamyka drogi do zagrody, wręcz przeciwnie otwiera ją na oścież.

Nie każdy chrześcijanin jest powołany do kapłaństwa, ale wszyscy jesteśmy wezwani do naśladowania Jezusa – najlepszego Pasterza. W jaki sposób? Poprzez podprowadzanie bliźnich do Niego, dzielenie się z innymi wiadomością o zmartwychwstaniu i o potężnej miłości, która obejmuje wszystkich bez wyjątku i przekracza zdrowy rozsądek.

II Niedziela Wielkanocna, rok C, 24.04.2022 – komentarz do Ewangelii

Miłość silniejsza niż lęk

● Rozważa: dk. Piotr Wąsacz ●

II Niedziela Wielkanocna (C), 24.04.2022,
Ewangelia: J 20, 19-31●

540px-Duccio-di-Buoninsegna-014-Niewierny-TomaszFragment Ewangelii dnia dzisiejszego przedstawia nam dramatyczną sytuację uczniów, którzy są kompletnie rozbici; ich Mistrz umiera na krzyżu jak zbójca, tracą swoją ostoję, zostają sami, ich życie jest zagrożone, gdyż Żydzi tylko czyhają, aby ich znaleźć i postawić przed sądem. Bardzo wyraźnie można w tej perykopie wyczuć atmosferę lęku, rozczarowania, niepewności, beznadziei, zawodu.

Ewangelista Jan dwukrotnie podkreśla, że drzwi domu, w którym przebywają uczniowie, są zamknięte. Nie bez przyczyny autor mówi o tym aż dwa razy. Ta informacja jest bardzo ważna. Apostołowie są skupieni na sobie, wpatrzeni w swoje lęki, obawy, rozgoryczenie. Te zamknięte drzwi symbolizują ich wewnętrzną postawę – są oni bowiem zamknięci na inną rzeczywistość i niezdolni do szerszego spojrzenia na świat. I nagle w tym osamotnieniu doświadczają czegoś niesamowitego. Przychodzi do nich Jezus mimo zamkniętych drzwi. Jego zachowanie wobec przelęknionych uczniów ukazuje, jak wielką miłością ich darzy. Najpierw staje pośrodku. To już trzecia rzecz w tej Ewangelii, którą święty Jan podkreśla dwa razy. Dlaczego to takie ważne? Bo kiedy Jezus staje pośrodku, to w naturalny sposób lęk przestaje być w centrum. Uczniowie przestają się skupiać na lęku, a zaczynają na Jezusie. W kolejnym etapie Chrystus po raz kolejny robi coś niespodziewanego. Nie wypomina uczniom, że się zamknęli i przestraszyli, nie wytyka im słabości, ale ich obdarowuje – mówi „Pokój wam !”. A pokój to coś, czego uczniom w obecnym czasie najbardziej potrzeba. To zachowanie podkreśla fenomen miłości zmartwychwstałego Jezusa do człowieka. Pan nie odrzuca tego, który jest słaby, upada i sobie nie radzi, ale obdarowuje go tym, czego mu brakuje. Tak nie kocha nikt poza Bogiem. Mało tego! Jezus daje swoim przelęknionym uczniom władzę odpuszczania grzechów! Uczniowie otrzymują jeden z największych darów dla Kościoła w momencie niewypowiedzianego lęku i zamknięcia.

Kiedy spojrzymy na szerszy kontekst tego fragmentu, zobaczymy, jaki jest owoc przyjścia Jezusa do uczniów i obdarowania ich łaską pokoju. Kolejny fragment następujący po tym, który dziś rozważamy, mówi o objawieniu się Jezusa nad Jeziorem Tyberiadzkim. Autor zaznacza, że to wydarzenie ma miejsce po tym, jak Piotr wraz z kilkoma innymi uczniami poszedł łowić ryby. Ta informacja również nie jest przypadkowa. Jeżeli poszli łowić ryby, to oznacza, że oni wyszli z zamknięcia, zostawili swoje lęki, przestali się koncentrować na sobie.

Ta perykopa bardzo realnie odnosi się do naszego życia. My też często jesteśmy skupieni na swoich lękach, porażkach i rozczarowaniach. Zamykamy drzwi naszego życia i serca na innych ludzi. I w momencie, gdy wydaje się, że już nic nie ma sensu i nic nas nie uratuje, przychodzi Jezus mimo zamkniętych drzwi. Staje pośrodku i nie robi „wypominek”, nie wytyka błędów i słabości, ale nas obdarowuje, daje swój pokój. Jeśli przyjmiemy ten Chrystusowy pokój, jeśli przestaniemy się skupiać na sobie, a zaczniemy patrzeć na Jezusa, to prędzej czy później wyjdziemy z naszych wewnętrznych zamknięć, zaczniemy otwierać się na ludzi i jeszcze bardziej doświadczać miłości, jaką darzy nas Pan.

Prośmy dzisiaj Chrystusa Zmartwychwstałego, aby uczył nas przyjmować Jego pokój, bo tylko on pozwoli nam otworzyć drzwi naszych zamkniętych serc i wyjść do światła nowego życia.

Niedziela Palmowa, czyli Męki Pańskiej, 10.04.2022 – komentarz do Ewangelii

(Bez)Sens śmierci

● Rozważa: ks. Szymon Kłak ●

Niedziela Palmowa, czyli Męki Pańskiej, rok C (10.04.2022)
Ewangelia: Łk 23, 1-49 ●

Niedziela-Palmowa

Śmierć – wydarzenie bezwzględne, nieuchronne, niemal zawsze zaskakujące i trudne do zaakceptowania, które często mocno zmienia, a nierzadko przewraca do góry nogami czyjeś życie.

Zostawia z pustką. Boimy się jej. Życzymy sobie, żeby spotkała nas możliwie jak najpóźniej.  Zależy nam na tym, żebyśmy byli zdrowi, żeby nic nam nie dolegało. Nie chcemy cierpieć, umierać, ale cieszyć się chwilą, łapać dzień, po prostu żyć. Odejście z tego świata, ból, to dla nas rzeczywistości cały czas niezrozumiałe, widzimy w tym jakąś niesprawiedliwość i okrucieństwo losu. I w sam środek tego cierpienia wchodzi Wszechmogący Bóg, który bez reszty się mu poddaje i zarazem wyjaśnia, o co w nim w ogóle chodzi. On nadaje umieraniu sens. Sprawia, że coś, co miało się kończyć, zaczyna żyć. Śmierć rodzi życie. To oczywiście jakiś paradoks, ale nasz Pan uwielbia paradoksy.

Rzeczywistość w ostatnim czasie radykalnie się zmieniła. Co tu dużo mówić, przykra jest, mało optymistyczna, wolelibyśmy się od niej uwolnić. Długi czas przygnębiała epidemia, teraz wojna. Wciąż słyszymy o kolejnych cierpieniach. Wiele osób zmaga się ze strachem czy depresją. Z pewnością na naszych oczach umiera także postać świata, jaką znamy. Już nic nie będzie takie, jak dawniej – ani Kościół, ani relacje międzyludzkie, ani niektóre zwyczaje czy tradycje, które też gdzieś poupadają, poginą. Szkoła, nauka, praca – można wymieniać. Wszystko jest inaczej. Ubolewamy, płaczemy, tęsknimy za tym, co było i pytamy dlaczego? Po co te śmierci? Na co komu te ofiary? Co nam mają przynieść?

Nic nie dzieje się bez przyczyny, bez przyzwolenia Boga. To On, nie człowiek, jest Panem historii. Nie zrozumiemy tego, co się dzieje, nie rozumiejąc, nie znając Chrystusa. Nie byłoby Niedzieli Wielkanocnej, Niedzieli Zmartwychwstania, gdyby nie Męka i Śmierć Chrystusa. Aby dokonało się największe wydarzenie naszej wiary – powstanie Jezusa z martwych – najpierw nasz Mistrz musiał umrzeć. Te śmierci, które teraz przeżywamy, nie są, nie mogą być na darmo.

Jeśli zaglądniemy do Biblii, szczególnie do Starego Testamentu, to zwrócimy uwagę na to, że każda katastrofa i kataklizm, które dotknęły ludzi, czy bezpośrednio Naród Wybrany, zapowiadały wielkie odrodzenie, głęboką odnowę. Zazwyczaj ludzkość cierpiała niedostatek z powodu odwrócenia się od Boga, zrezygnowania z Jego opieki. Oczywiście ani starotestamentalny potop, ani niewola babilońska nie wynikały z mściwości Stwórcy, ale z prostego powodu – ludzie nie byli zainteresowani Jego pomocą i wsparciem. Byli przekonani, że sami są jaśnie oświeceni i dadzą sobie radę bez Niego.

Jeżeli przyjrzymy się, jak wyglądał świat przed epidemią, to trudno nie zobaczyć podobieństw. Europa praktycznie wyparła Boga ze swojego terytorium, próbując na zgliszczach chrześcijaństwa tworzyć jakąś swoją interpretację prawd wiary i wierzyć po swojemu. W ostatnich latach, nawet można powiedzieć dekadach, mieliśmy do czynienia z zacieraniem się prawdy i kłamstwa, obniżaniem znaczenia autorytetów, nastawieniem przede wszystkim na branie, konsumpcję i realizowanie siebie kosztem innych. Ale przede wszystkim na naszym kontynencie w miejsce, które powinien zajmować Bóg, z całym impetem wkroczył człowiek. Jakby nawet nie spychając Boga na jakiś dalszy plan, lecz zupełnie Go eliminując, zabijając. I nagle pojawia się problem ogólnoświatowy, wobec którego czujemy się bezsilni, z którym sobie nie radzimy, bo przemeblowuje nam rzeczywistość. To, w czym człowiek widział swoją moc siłę – witalność, majątki itd., okazało się bardzo kruche. W jednym momencie można to wszystko stracić. To, co dawało człowiekowi poczucie bezpieczeństwa, jak pokazuje życie, jest zawodne.

„Jeśli ziarno pszenicy wrzucone do ziemi nie obumrze, a zostaje pojedynczym ziarnem; lecz jeśli obumrze, wydaje obfity plon”. To, czego doświadczamy, ma nas odrodzić, zarówno w wierze, jak i w relacji do bliźniego. Mamy otrzeźwieć i przestać zabiegać o to, co kruche i zmienne, a zwrócić się w stronę tego, co mocne i stałe. Uświadomić sobie, że największym dramatem człowieka nie jest taka czy inna choroba ciała, ale choroba duszy – odejście od Boga – grzech, a także od bliźniego – samotność, obojętność. Żadna istota ludzka na dłuższą metę nie poradzi sobie, będąc w oderwaniu od swojego Stwórcy, bo wtedy właśnie skazuje się na śmierć, która nie ma sensu, nie rodzi życia, nic nie zaczyna, tylko kończy. Miejmy nadzieję, że tak pomnożone doświadczenie braku wywoła pragnienia i tęsknoty, które zwrócą nas ku Bogu i ku sobie. Prośmy Pana, żeby wlewał w nasze serca wiarę i optymizm, abyśmy uwierzyli, że sytuacja, którą teraz przeżywamy, ma swój głęboki sens, który On wkrótce zechce nam objawić.

Święta

Niedziela, XIII Tydzień zwykły
Rok C, II
Trzynasta Niedziela zwykła

Sonda