Dzisiaj jest

piątek,
15 listopada 2019

(319. dzień roku)

Licznik

Liczba wyświetleń:
9066655

Wyszukiwanie

XXXII niedziela zwykła (C), 10 XI 2019 – komentarz do Ewangelii

zmartwychwstanie-victory-over-the-grave-ikonka-1Podeszło do Jezusa kilku saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli Go w ten sposób: Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: „Jeśli umrze czyjś brat, który miał żonę, a był bezdzietny, niech jego brat pojmie ją za żonę i niech wzbudzi potomstwo swemu bratu”. Otóż było siedmiu braci. Pierwszy pojął żonę i zmarł bezdzietnie. Pojął ją drugi, a potem trzeci, i tak wszyscy pomarli, nie zostawiwszy dzieci. W końcu umarła ta kobieta. Przy zmartwychwstaniu więc którego z nich będzie żoną? Wszyscy siedmiu bowiem mieli ją za żonę». Jezus im odpowiedział: «Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania. A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa o krzewie, gdy Pana nazywa „Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba”. Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją» (Łk 20, 27-38).

„Jest tak wielu chrześcijan, bez zmartwychwstania, chrześcijan bez Chrystusa Zmartwychwstałego: towarzyszą Jezusowi aż do grobu, płaczą, bardzo Go kochają, ale tylko do tego punktu”.
(papież Franciszek)

Dwa światy
Ten świat i świt przyszły…

Zmartwychwstaniemy!
W ostatnie dni października spotkałem na cmentarzu starszą kobietę. Pochylona czyściła nagrobek matki. Nawiązała się między nami krótka rozmowa. Powiedziała, że na ten cmentarz przychodzi sama. Córka wyjechała do Gorzowa Wielkopolskiego i tam założyła rodzinę. Wnuk nigdy tu nie był, bo tu ani jego ziemia, ani nie jego historia. Po mojej śmierci nikt tu nie przyjedzie. Wszyscy o nas zapomną – westchnęła.
Idąc alejkami starego cmentarza na przemian słyszałem szelest deptanych liści i ostatnie zdanie mojej rozmówczyni: Wszyscy o nas zapomną…
To nieprawda, że pozostaje po nas tylko proch, nagrobki czy wypłowiałe napisy z datą narodzin i śmierci. Wszyscy mogą o nas zapomnieć, ale Bóg o nas pamięta! Jest to pamięć, która przemienia, bo umarli zmartwychwstają! „Nie wszystek umieram…”.
Jezus zmartwychwstał, a skoro w nim umieramy, to razem z Nim zmartwychwstaniemy!

Ten świat
„Godzien jesteś nadal żyć… Życie jest przecież tak piękne, a światło tak wspaniałe”- mówili opraw¬cy do Pionio, męczennika z trzeciego wieku. On jednak odpowiadał: „Tak, wiem, że życie jest piękne, ale my poszukujemy lepszego życia. Światło jest piękne, ale my pragniemy prawdziwego światła; wiem, iż ziemia jest piękna, że jest dziełem Boga. Odrzucamy jednak to wszystko nie dlatego, że się tym brzydzimy, że tym gardzimy, ale dlatego, iż znamy dobra wspanialsze”.
Już na ziemi antycypujemy dobra wspanialsze. Małżonkowie objawiają światu, że miłość się nie kończy, że jest niezniszczalna. Taką miłością Chrystus ukochał swój Kościół.
Jestem księdzem i żyjąc w celibacie świadczę o tym, że Bóg sam wystarczy. Niezwykłe: niebo na ziemi!
„Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest” (l J 3,2). Będziemy żyli podobnie jak aniołowie.

Świat przyszły
Po ciężkim wypadku karetka wiozła do szpitala małego chłopca. Był to malec zupełnie samotny. Miał jedynego przyjaciela – mężczyznę zgorzkniałego i rozgoryczonego życiem, światem i ludźmi. Gdy ten człowiek odwiedził chłopca w szpitalu, ujrzał niechybne znaki bliskiej śmierci. Starał się go pocieszyć.
- Niedługo znowu będziesz sprzedawał gazety.
- O nie! Nie chcę tu być już dłużej. Nie będę żył i wiem o tym. Ale po zmartwychwstaniu zobaczę Jezusa jako jeden z pierwszych. Wtedy coś wstrząsnęło mężczyzną, który ze łzami w oczach zapytał:
- A czy jesteś tego pewien, że Jezus tam będzie?
- Oczywiście! Gdzie jest Jezus, tam jest niebo.
Talmud naucza, że „Ten świat jest jedynie gospodą, tamten świat – trwałym domostwem”.

ks. Bohdan Dutko MS

Trzydziesta pierwsza niedziela zwykła, 3 listopada 2019 – komentarz do Ewangelii

Odszukać zagubionych
● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Trzydziesta pierwsza niedziela zwykła
(3 listopada 2019)

Czytania: Mdr 11, 22 – 12, 2, 2 Tes 1, 11 – 2, 2
Ewangelia: Łk 19, 1–10

Ileż to razy musieliśmy wracać się na miejsce, gdzie zgubiliśmy jakąś rzecz: klucze czy dokument… Czasami wzruszamy ramionami i dajemy sobie spokój, gra nie warta świeczki, jak to się mówi. Aby trudzić się i szukać rzeczy utraconej musimy uważać ją za coś wartościowego, coś, na czym nam szczególnie zależy. Czy tak cenna może być właśnie relacja pomiędzy człowiekiem a Bogiem?

Filozofowie odpowiadają, że nie. Bóg – pisze Arystoteles – jest nieskończenie błogosławiony właśnie dlatego, iż nie potrzebuje niczego, a zatem nie może też niczego utracić. Jakże mógłby Go niepokoić fakt, iż jakiś śmiertelnik zgubił drogę? Jest ich przecież tak wielu! Nas też to nie porusza, chociaż znajdujemy się na tej samej drodze wraz z innymi zagubionymi.

A jednak Ewangelia zdradza nam inne oblicze Boga: On jest Ojcem poszukującym dzieci, które zgubiły drogę.

Niełatwo jest pójść do jakiejś osoby i powiedzieć jej w twarz: popatrz, popełniasz błąd, popraw się. Niezwykle trudno jest wyrazić prawdę w taktownych i nieupokarzających słowach. Musimy nauczyć się, jak to czynić, gdyż wychowanie polega także na relacji z innymi, którzy nam otwierają oczy na nas samych i na nasze zachowanie.

Córka świętego Thomasa More’a często popełniała drobne uchybienia, aby ojciec ją karcił. Umiał robić to z tak niesłychaną delikatnością i uprzejmością — mówiła B, iż skarcenie stawało się przyjemnym gestem miłości. Święty Franciszek Ksawery, kiedy przyjechał do Indii, odkrył, iż Europejczycy z kolonii, w której przebywał, żyli bez zasad moralnych, jak gdyby odległość od ojczyzny zwolniła ich z wszelkiego obowiązku. Wówczas zaczął przyjmować zaproszenia do ich domów jako przyjaciel. Dopiero po zaskarbieniu sobie sympatii zaczął ich napominać i sprowadzać na właściwą drogę.

Kiedy u młodego człowieka wychowanie moralne dobiega końca? Niektórzy mówią, iż bardzo szybko, może już około dwunastego roku życia, inni natomiast uważają, iż znacznie później. Według tej pierwszej teorii człowiek później nie może się już zmienić. Psychologowie odpowiadają, iż jeśli zachodzi przemiana, nie dotyczy osoby, lecz celów, do jakich dąży. Na przykład dany człowiek wpierw wstępuje do jednej partii, później zapisuje się do partii pozostającej z tą pierwszą w opozycji. Zmienił zdanie, jednak jego charakter ciągle pozostaje taki sam, w sensie psychologicznym to ciągle on.

Z Ewangelii i z historii Kościoła dowiadujemy się o licznych trudnych do wyjaśnienia zgodnie ze schematami psychologicznymi nawróceniach. Są to cuda łaski Bożej, cuda wewnętrzne, znacznie ważniejsze od uzdrowienia ciała. Spowiednicy mogliby zaświadczyć, iż te cuda zdarzają się także dzisiaj i że możemy prosić o nie dla nas samych i dla naszych bliskich.

XXX niedziela zwykła (C), 27 X 2019 – komentarz do Ewangelii

Rozważa: Lucyna Montusiewicz •

Modlitwa pokornego wraca do niego, osiągając cel!

Bóg Ojciec zna naszą naturę, dlatego posyła swojego Syna i przemawia w formie obrazów, abyśmy pojęli istotę Jego miłosierdzia. Tak jest i dzisiaj, niech więc nasza wyobraźnia podąża za Jego Słowem i niczym okiem kamery zajrzyjmy do wnętrza kościoła.

Oto lekko po prawej widzimy naszą sąsiadkę, tę, której córka rozeszła się z mężem i nie wiadomo, co robi, ale ciągle ją widać w miasteczku. A tam dalej stoi ten pieniacz, który sądzi się z każdym o centymetr miedzy, o liście spadające na jego dach, a nawet donosi na innych – brr, co on tutaj robi?! O! jest jeszcze ten złodziej, co ma hurtownię i nie daje paragonów. Gdzie ja trafiłam? Spokojna, pobożna kobieta – wszak chodzę na wszystkie nabożeństwa, modlę się w domu, daję zapomogę na stypendia dla biednych dzieci, a to przecież lepiej niż dla męża pijaka. Z nim to nawet nie rozmawiam, odkąd popija z synem, a i zięć nie trafił mi się dobry, bo nie pozwala pomagać córce w domu. Widzę przecież, że są niegospodarni i źle wydają pieniądze, a o wychowaniu dzieci już nie wspomnę: wszystko robią źle. Więc jestem tu w tym Domu Bożym i modlę się, i modlę, codziennie tu przychodzę i myślę, że Bóg jest ze mnie zadowolony, że wspomni na moje modlitwy i zasługi, a wtedy zrobię porządek w domu, z mężem i sąsiadami, wtedy wszystko będzie, jak trzeba.

Nasze oko kamery błądzi po wnętrzu i zatrzymuje się nad pochylonym w kącie człowiekiem. Jego wygląd przypomina człowieka zgnębionego. Wiem, kim jestem, Panie – szepcą bezgłośnie wargi. Nie możesz na mnie polegać, bo jestem chciwy, złośliwy, łakomy, kłamię, okradam, wściekam się z byle powodu, jestem zbyt słaby, aby kierować sobą, źle jest innym ze mną, jestem grzesznikiem. Tylko Ty możesz zmienić moje serce, Tylko Ty, Panie. Ulituj się nade mną, Jezu.

Te dwa typy ludzi, o których mówi dzisiejsza Ewangelia, to jednak ja i ty. W zależności od ostatnich życiowych wydarzeń albo się puszymy, albo lamentujemy. Lecz to Słowo oświetla nasze nienasycenie w byciu kochanym i akceptowanym za darmo! Bo tak właśnie kocha Bóg. Kocha nas za darmo! Lecz jak się ma o tym przekonać nieszczęsny człowiek?

Rozmawiając, dialogując z Najwyższym – a to odbywa się w postawie świadomości. Znajomość swojej kondycji jest wtajemniczeniem w dialog. Ty wiesz, kim jest Bóg, więc teraz przedstaw się Jemu, powiedz, za kogo się masz. A może poznałeś, na co cię „stać”, do jakich grzechów jesteś zdolny, może nawet poznałeś ulgę Jego przebaczenia i aprobaty i to słowo jest ci pocieszeniem, umocnieniem, pewnością. Jestem kochany przez Boga, On nie gorszy się mną, grzesznikiem. Lecz tego nie odczują ci, którzy dobrze się mają.

Bóg przed stworzeniem świata, jak mówią mędrcy Starego Testamentu, stworzył najpierw alfabet hebrajski i z tych liter zaczął posyłać Słowo. Jako pierwsze utworzył słowo teszuwa. Osobiście bardzo je lubię, bo oznacza powrót; kochający człowieka Bóg uczynił je, aby droga do Niego była zawsze otwarta. Oznacza to skruchę i żal za grzechy, pokutę i powrót przed Oblicze Pana. To słowo ma w sobie pewien dynamizm. Decyzję człowieka, aby zwrócić się do Pana i uznać swoją małość, dokładnie jak w scenie człowiek – celnik – pokorny, świadomy prawdy o sobie i tego, co robi w życiu. To on rzeczywiście rozmawia w modlitwie z Bogiem, a więc w pewnym sensie to od nas zależy, czy nasza modlitwa zostanie wysłuchana i czy doświadczymy „świętych obcowania”. Ty jesteś moim Bogiem, nie ja.

XXVIII niedziela zwykła, 13 października 2019 – komentarz do Ewangelii

Stało się, że Jezus zmierzając do Jerozolimy przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodził do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami”. Na ich widok rzekł do nich: „Idźcie, pokażcie się kapłanom”. A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: „Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec”. Do niego zaś rzekł: „Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła” (Łk 17,11-19).

  „Moim usposobieniem jest wdzięczność
Edyta Stein

Katecheza o trędowatych
Trąd to choroba, która bardzo upokarza człowieka. W Starym Testamencie ściśle łączono cierpienie z popełnionym grzechem. Wystarczy przypomnieć rady przyjaciół cierpiącego Hioba: zgrzeszyłeś, dlatego Bóg cię pokarał. Taka interpretacja trądu spowodowała postawę odtrącania trędowatych. Byli wykluczani ze społeczeństwa, z rodziny, wiosek i miast, a także ze wspólnoty wierzących. Byli zdani tylko sami na siebie. I o takich dziesięciu ludziach zarażonych trądem mówi Ewangelia.

Wrażliwość Jezusa i wspólnota

Bóg objawia się tam, gdzie głusi słyszą, chromi chodzą, a trędowaci doznają oczyszczenia. „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami!” Jezus jest wrażliwy na wołanie człowieka, na jego biedę, ale jeszcze bardziej jest wrażliwy na wołanie tego, który został dotknięty grzechem, bo ten trąd jest symbolem grzechu. Polecenie Jezusa: „Idźcie, pokażcie się kapłanom”, ma swoją wagę. Idźcie i pokażcie, że zostaliście oczyszczeni, aby na nowo powrócić do wspólnoty.

Kapłan, udzielając rozgrzeszenia, na nowo przyjmuje nas do wspólnoty. Ten znak dzisiaj jest nieczytelny, bo sakrament pokuty został sprowadzony do przeżywania indywidualnego, bez udziału wspólnoty. Wyspowiadam się i już jest wszystko w porządku. Dawniej, gdy ktoś popełniał grzech (gorszący), był wykluczany ze wspólnoty, nie brał udziału w Eucharystii. Przychodził tylko na Liturgię Słowa i po homilii wychodził, bo Eucharystia była ucztą dla świętych.

Mój grzech wyklucza mnie ze wspólnoty, z Kościoła, ze wspólnoty świętych – i ja potrzebuję na nowo przyjęcia do wspólnoty. To przyjęcie jest świętem, jest radosną nowiną nie tylko dla mnie, ale dla całej mojej wspólnoty.

Moc Słowa

Jezus nie dotyka tych trędowatych, nie daje żadnego leku, ale daje Słowo i mocą tego Słowa są uzdrowieni. Uwierzyli Słowu! Uwierzyli w moc Słowa! Zdaje się, że my zapomnieliśmy o mocy Słowa Bożego. A bardzo go potrzebujemy. Może bardziej niż kiedykolwiek, bo wszyscy jesteśmy dotknięci trądem duchowym, jakąś biedą, jakimś krzyżem, jakimś problemem, który sprawia, że cierpimy… A Słowo jest tak blisko nas, do naszej dyspozycji. Słowo Boga ma moc sprawczą, i ze względu na moją wiarę staje się skuteczne. Obyśmy wierzyli, że w Słowie przychodzi uzdrawiający Mesjasz. Dziś przychodzi w Słowie, aby mnie uzdrowić z mojego trądu!

Wdzięczność

„Wdzięczność jest pamięcią serca”. Tak uczy francuskie przysłowie. Dziesięciu zostało oczyszczonych, ale tylko jeden przychodzi i oddaje chwałę Bogu. Czyni to dlatego, że ma wiarę, bo wie, że uzdrowienie przyszło dzięki Słowu Jezusa Chrystusa. Przychodzi, żeby podziękować, i Jezus mówi: „Wiara twoja cię uzdrowiła”. Przypomina się postać Bartymeusza, który wołał o przywrócenie wzroku i na potwierdzenie swojej wiary usłyszał od Jezusa podobne słowa.

Pewnie wiele razy prosiliśmy o różne rzeczy, bo mamy dużo problemów, ale może czyniliśmy to bez wiary… bez wdzięczności i nic nie dokonywało się w naszym życiu. Ta Ewangelia przynagla nas do wołania o wiarę, aby nasze wołanie nie było próżne.

Uzdrowiony trędowaty jest świadkiem, że jest ktoś, kto czyni rzeczy niemożliwe! Jego serce jest pełne wdzięczności. Pamięta…

Jeden na dziesięciu! Bardzo kiepska statystyka. Wdzięczność jest wyrazem miłości. Kto doświadczył miłosierdzia i przebaczenia grzechów, ten okazuje wdzięczność. Niech przykładem będzie Maria Magdalena, która wylewa drogocenny olejek i płacze z radości i wdzięczności, bo była martwa, a Pan przywrócił ją do życia.

W wierze widzimy, jak Pan Bóg działa w naszym życiu. Dlatego w sercu rodzi się wdzięczność. Wdzięczność jest nie tyle potrzebna Panu Bogu, ile nam. Poprzez wdzięczność my sami rośniemy w wierze. Odkrywamy, że Bóg się nami interesuje i ciągle nas obdarza swoją miłością, że nas do siebie przygarnia. Widzimy, jak Bogu na nas zależy. Nie mówimy: to przypadek, los tak sprawił… ale widzimy, że za każdym wydarzeniem kryje się Bóg, za każdym dobrem stoi On. Widzimy także, jak Bóg się nami posługuje.

Świat bez wiary gubi postawę wdzięczności, nie umie mówić „dziękuję”. W Stanach Zjednoczonych rozpisano konkurs na najkrótszą nowelę. Pierwszą nagrodę otrzymała praca, którą przytoczę w całości. „Do autobusu wsiadła starsza pani. Młody człowiek ustąpił jej miejsca. Pani zemdlała z wrażenia. Zdążyła jednak powiedzieć: »dziękuję«. Wtedy młody człowiek zemdlał z wrażenia”.

Ta krótka opowiastka mówi o naszym pokoleniu. Zauważenie drugiego i okazanie wdzięczności wprawia w osłupienie. Cóż dopiero okazanie wdzięczności Bogu? To dopiero budzi zdziwienie!

Niech Pan da nam ducha wdzięczności uzdrowionego Samarytanina, abyśmy chwalili Boga donośnym głosem!

ks. Bohdan Dutko MS

Dwudziesta siódma niedziela zwykła, 6 października 2019 – komentarz do Ewangelii

Słudzy nieużyteczni
● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Dwudziesta siódma niedziela zwykła
(6 października 2019)

Czytania: Ha 1,2-3;2,2-4; 2 Tm 1,6-8.13-14
Ewangelia: Łk 17,5-10

Słowo sługa należy już do przeszłości i wyraża upokarzający stosunek pracy. Mimo to życie sług nie zawsze było takie złe. Czasami po pałacach królów i szlachty krążyły bandy nierobów, którzy mało pracowali, zaś otrzymywali pożywienie, odzież i opiekę. Jednak ich warunki zależały od tego, w jaki sposób potrafili zadowolić swoich panów. W niektórych rodzinach mieszczańskich często pracowały stare służące, które właściwie przynależały do rodziny. Jednak wszystkich obowiązywało jedno przykazanie: nigdy nie sprzeciwiaj się woli pana.

Stan prawny sługi degraduje godność człowieka, upokarza go. Czy zatem nasza służba Bogu musi być koniecznie wyrażana w takich słowach? Czy Chrystus nie powiedział Apostołom, że nie uznaje ich za sługi, lecz za przyjaciół?

Ewangelia stosuje w tym samym zdaniu obydwa słowa: słudzy i przyjaciele, służba Bogu i przyjaźń z Nim. Są to dwa możliwe do pogodzenia warunki, gdyż poddanie się Bogu nie upokarza, lecz okrywa chwałą. Jest to cud tajemnicy Chrystusa.

Każda poważna praca wymaga wielkiego zaangażowania. Jeśli chodzi o coś naprawdę ważnego, porzucimy całą resztę, poświęcając nawet nasz odpoczynek. Studenci przed ważnym egzaminem siedzą nad książkami aż do późnej nocy.

Zbawienie duszy, zachowanie życia wiecznego to najważniejsza praca ze wszystkich. Nie dziwi nas więc, iż święci, którzy w pełni zdawali sobie z tego sprawę, koncentrowali się jedynie na tym. Dla pieniędzy i zabawy ludzie czynią znacznie więcej niż dla osiągnięcia jedynej i koniecznej wartości, jaką powinni się interesować. Upokarzającą rzeczą jest bycie niewolnikami rzeczy ulotnych na niekorzyść tych, które dają życie.

Pracujcie tak, jak gdyby wszystko zależało tylko od was, lecz módlcie się, jak gdyby wszystko zależało jedynie od Boga – mawiał św. Ignacy Loyola. Zdanie to jest wspaniałą syntezą doświadczenia życia chrześcijańskiego. Bóg może uczynić wszystko sam, zaś możliwość współpracy z Nim to wielki przywilej. To wielki zaszczyt móc położyć choć jeden malutki kamyczek na wielkiej mozaice kosmosu.

Pewien francuski kapłan opowiada, iż kiedy ojciec był w wojsku, jego matka pisała do niego listy. Później brała rączkę dziecka i kierowała nią po papierze, tak aby i ono mogło – na tyle, na ile potrafiło – napisać kilka słów. Tatuś zachował wszystkie te kartki. Dzisiaj jestem kapłanem — pisze ksiądz — i czasami ogarniają mnie wątpliwości dotyczące pożyteczności tego, co robię. Potem jednak przypominam sobie chwile, kiedy jako dziecko pisałem do ojca. Myślę, że także teraz robię to samo. Łaska Boża trzyma mnie za rękę, a zatem to, co piszę, podoba się Ojcu.

XXVI niedziela zwykła (C), 29 IX 2019 – komentarz do Ewangelii

Dostaliśmy wszystko, aby się zbawić.
Wybór należy do nas

● Rozważa: Paweł Pomianek ●

Dwudziesta szósta niedziela zwykła, rok C
(29 września 2019)

Czytania: Am 6,1a.4-7; 1 Tm 6,11-16
Ewangelia: Łk 16, 19-31 ●

Po raz kolejny niedzielna Ewangelia porusza temat podejścia człowieka do dóbr tego świata, a ściślej mówiąc do bogactwa i pieniędzy.

Tę przypowieść czytamy w korespondencji do tej rozważanej przed tygodniem o obrotnym rządcy, wraz z jej wyjaśnieniem, spuentowanym słowami: „Nie możecie służyć Bogu i Mamonie” (Łk 16,13b). Pierwszymi adresatami przypowieści o bogaczu i łazarzu byli faryzeusze. Po wysłuchaniu tego, co my usłyszeliśmy przed tygodniem, „chciwi na grosz faryzeusze (…) podrwiwali sobie z Niego” (Łk 16,14). Jezus udziela im twardej reprymendy, zarzucając im fałsz i podkreślając: „To bowiem, co za wielkie uchodzi między ludźmi, obrzydliwością jest w oczach Bożych” (Łk 16,15b).

Jest to doskonały łącznik spinający te dwie niedzielne perykopy i może warto go przywołać w niedzielnych kazaniach. Nie tylko o bogactwo finansowe musi bowiem chodzić w odczytywanym dziś fragmencie, lecz także o pozycję społeczną. A ostatecznie chodzi o jedną rzecz: o to, jak osoba wyżej postawiona w hierarchii społecznej traktuje te niżej postawione – biedniejsze, mniej wpływowe, gorzej wykształcone, wykonujące mniej prestiżowe zawody, młodsze; podopiecznych czy niżej postawionych w pracy.

To doskonały punkt wyjścia do rachunku sumienia: czy się nie wywyższam (jak faryzeusze), czy jestem czuły na potrzeby innych (w przeciwieństwie do skupionego na sobie bogacza), czy umiem się dzielić – choćby tym, co mi zbywa (Łazarz „pragnął nasycić się odpadkami ze stołu bogacza” [w. 21a]).

Jest w tej przypowieści jeszcze inny ciekawy wątek. Jest dla nas jasne, dlaczego bogacz trafił do Otchłani: ze względu na swoją nieczułość względem biedaka, ze względu na swoje skupienie na samym sobie, zabawie, rozkoszach. Dlaczego jednak zbawił się biedak? Skoro psy lizały jego rany, możemy sądzić, że było w nim wiele dobra. Wydaje się jednak, że podstawowa odpowiedź, jaką ta perykopa udziela nam na to pytanie, jest inna: bo swoje odcierpiał na ziemi. Cierpiał tutaj – by Tam żyć w radości na wieki. Jest to więc nie tylko przestroga dla tych, którzy na ziemi opływają w bogactwa, ale także otucha dla tych, którym jest trudno. Bo może ich cierpienie ma wartość, bo może jest ich drogą do nieba; bo może wszystko to, co wycierpią tutaj, zwróci się po wielokroć Tam, w niebie. Co nie znaczy, że ktoś ma obowiązek trwać w cierpieniu – zawsze można szukać drogi do poprawienia swojej sytuacji na ziemi, wzorem biedaka, który „pragnął nasycić się odpadkami ze stołu bogacza”.

Jeśli chodzi o teologię, mamy tutaj także wątek wiecznej kary piekielnej, o której w swoim nauczaniu mówi nam Kościół. Oczywiście fragment jest tak bogaty i płodny jeśli chodzi o przepowiadanie czy rozważanie, że można by z niego wyłowić jeszcze wiele innych ważnych myśli, ja zaproponuję krótko jeszcze jedną: końcowe wersety przypominają, że tu na ziemi otrzymujemy wszystkie instrumenty, aby się zbawić. Każdy z nas, na miarę swojej sytuacji, swojej historii, otrzymuje wszystko, by odrzucać zło, a wybierać dobro. Jeśli w swojej konkretnej sytuacji nie jest w stanie tego robić, to nie pomogą mu spektakularne objawienia, bo – zdaje się twierdzić Abraham z Jezusowej przypowieści – jego serce jest zbyt zatwardziałe.

Nie czekajmy więc na lepszą okazję do nawrócenia, bo ona może nie nadejść. Wiemy z obserwacji, że można być biednym i okradać innych, można też być bogatym czułym na biedę, dzielącym się z innymi, budującym wokół siebie dobro. Ale – jak się okazuje – można też być zarówno podłym bogaczem, jak i biedakiem, który mimo wszystko, na miarę swoich możliwości, wybiera dobro. Wybór należy do każdego z nas.

XXV niedziela zwykła (C), 22 IX 2019 – komentarz do Ewangelii

Perykopa: Łk 16,1-13 •
Rozważa: Lucyna Montusiewicz •

W całym dotychczasowym życiu dwie poznane rzeczywistości wywarły na mnie mocne wrażenie, które trwa zresztą do dziś.

Pierwsze, niczym eksplozja kosmiczna, to objawienie życia. Ach! więc o to chodzi – mówiłam sobie po narodzeniu dziecka, a moje głowa i serce przepełnione były zachwytem, wdzięcznością i pokornym milczeniem w zdumieniu. Kontemplowałam tak każde narodziny i nadal jestem dotknięta tym cudem.

Drugie olśnienie jest związane z dzisiejszą Ewangelią. To słowa Jezusa, „nie możecie służyć Bogu i mamonie” przywiodły mnie do porażającej prawdy o świecie, o ludziach i mechanizmach nimi rządzących. Tego nie studiowaliśmy na psychologii. Motywacją napędzającą aktywność życiową pojedynczych ludzi i całych narodów jest w pierwszej kolejności pieniądz i w tym sensie jest on bogiem tego doczesnego świata. Tak bardzo przysłania nam kierunek naszego wędrowania do wieczności, że ulegamy jego urokowi kontrolowania siebie i innych oraz zaspakajania potrzeb koniecznych i tych chimerycznych.

Światło

Na świecie nie wszyscy wierzą w Boga, ale w pieniądze raczej tak. Słabnie wobec jego sprawczej mocy wizja Boga. Powierzchowne nakierowanie uwagi na „dzisiaj” powoduje, że społeczeństwo przekazuje swojemu potomstwu „tajemnicę wiary”. Ucz się, dziecko, ucz, abyś miał dobry zawód, dobrze płatny… Chyba że ktoś mówi swojemu wnuczkowi: „Szukaj woli Boga”. Ech, wydaje się to niemal śmieszne i staromodne.

Lecz Ewangelia jest Słowem Boga. Kto ma uszy, niech słucha. A Słowo Boga nie wraca do Niego, dopóki nie spełni swojej misji. Tą misją jest światło dla naszego życia.

Język Boga

Mamy mądrze i hojnie używać dóbr materialnych, którymi zostaliśmy obdarowani, a które mogą nam posłużyć do zdobycia Królestwa Niebieskiego. „Używajcie nieuczciwej mamony do zjednywania sobie przyjaciół, aby przyjęto was do wiecznych mieszkań, gdy ona się skończy”.

Rozdawanie, dzielenie się dużymi i małymi sumkami pieniędzy i innymi dobrami materialnymi ćwiczy nas w miłości ku drugiemu bez osądzania, bez degradowania jego godności. W to miejsce pojawia się miłosierdzie, a to jest język Boga.

Więc tak wędrując przez życie, możemy siebie samych nauczyć bycia wiernymi i ufnymi wobec Jedynego Boga, jako że wolna wola w całości należy do nas.

Dobra materialne, za którymi dzisiaj gorliwie biegamy, powrócą na właściwe miejsce, gdyż i tak je zostawimy, staną się bezwartościowe. Dobra duchowe, które nie przemijają, będą nam towarzyszyły w wieczności.

Wybieraj

Lecz uwaga: „Żaden sługa nie może służyć dwom panom, gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował, albo jednemu będzie oddany, a drugiego zlekceważy. Nie możecie służyć Bogu i mamonie”.

Te słowa wywarły na mnie totalną konsternację wiary. Albo-albo – wybieraj, któremu Bogu chcesz służyć – słyszałam.

Ta Ewangelia ostra jak miecz obosieczny jest najbliższa osobie człowieka. Twój i mój wybór pokazuje, jaki kult uprawiamy, jaki rodzaj religijności pochłania nam czas, czym się oszukujemy i jak mało wiemy o Bogu Jedynym i o sobie samych.

Jest to wielka tajemnica wiary w Jezusa. Ale moje życie odmieniła i nie doznałam zawodu.

Dzisiaj to Słowo już padło i każdy je słyszał. Proszę, miej odwagę, aby je przyjąć, a Duch Święty podpowie ci, jak je realizować, bo w jednym kierunku wszyscy zdążamy.

 

XXIV niedziela zwykła (C), 15 IX 2019 – komentarz do Ewangelii

Bóg szuka grzesznika
● Rozważa: Paweł Pomianek ●

Dwudziesta pierwsza niedziela zwykła, rok C (15 września 2019)
Czytania: Wj 32,7-11.13-14; 1 Tm 1,12-17
Ewangelia: Łk 15,1-32 (krótsza: Łk 15,1-10) ●

Faryzeuszom, zgorszonym tym, że jada On z celnikami i grzesznikami, Jezus odpowiada w trzech przypowieściach, w których podkreśla, że Bóg zawsze szuka grzesznika i czeka na jego nawrócenie.

O tych trzech przypowieściach z 15. rozdziału Ewangelii Łukaszowej mówi się klasycznie, że są to przypowieści o Bożym miłosierdziu. W najbliższą niedzielę Kościół proponuje nam przeczytanie wszystkich trzech, przy czym tę najbardziej znaną – o synu marnotrawnym i miłosiernym ojcu – pozwala opuścić (nie ma jej w wersji krótszej). Jako że jest ona zdecydowanie najdłuższa, niemal wszędzie usłyszymy zapewne tylko dwie przypowieści: o zagubionej owcy i zaginionej drachmie.

Jezus uchyla nam w nich rąbka tajemnicy, jak będzie w niebie. Dowiadujemy się, że aniołowie i całe niebo cieszyć się będą ogromnie z każdego nawróconego grzesznika. Jezus zaskakuje sobie współczesnych. Przywódcy religijni w tamtych czasach brzydzili się grzesznikami i piętnowali przedstawicieli niektórych zawodów, jak choćby – rzeklibyśmy po dzisiejszemu – urzędników państwowych. Tymczasem Jezus wychodzi do grzeszników, sam wyciąga do nich ręce. Zaprzyjaźnia się z nimi, by pociągnąć za sobą.

Warto w tym miejscu zauważyć, że Jezus nie neguje grzechu – grzesznik w przypowieściach jest tym, który się zagubił. Nie przygłaskuje tych, którzy chodzą po manowcach. Ale jednak sam wychodzi, sam szuka kontaktu, sam przyprowadza zagubioną owcę.

Jest to zachęta do rachunku sumienia także dla nas, wierzących, i dla współczesnego Kościoła. Czy nie ulegamy odwiecznej pokusie faryzeuszy, by dzielić społeczeństwo na złych i dobrych? By na każdym kroku piętnować tych, którzy myślą w sposób nieprawomyślny, którzy zdecydowali odwrócić się od Boga? Jezus nie unika mówienia prawdy o grzechu, ale jednocześnie nie odcina się od grzeszników: «przyjmuje grzeszników i jada z nimi» – jak stwierdzają obserwatorzy.

Przypowieść o synu marnotrawnym i miłosiernym ojcu wnosi do tego obrazu jeszcze jeden aspekt: Pan Bóg zostawia wolność. Czeka i wypatruje tego, kto od Niego odszedł, ale czeka na naszą inicjatywę; na to, aż zawód spowodowany życiem bez Boga sam przybliży nas do uznania, że warto ukorzyć się i schronić pod skrzydła Pana – najlepszego Ojca. I ta przestrzeń wolności, także wolności do błądzenia, którą daje nam Pan Bóg, jest czymś wspaniałym i urzekającym. Tak postępuje ten, kto naprawdę kocha. Nawet jeśli serce mu krwawi, a On z bólem oczekuje powrotu syna.

Święta

Piątek, XXXII Tydzień zwykły
Rok C, I
Dzień Powszedni albo wsp. św. Alberta Wielkiego, biskupa i dr Kościoła

Sonda